Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty

18 listopada 2016

Kiedy pytają mnie...


Cisza rozstąpiła się jak kurtyna, 
ukazując kamienie, graty i skorupy,
całe rumowisko 
mojego rozbitego życia.
A potem na dalekim horyzoncie tej wizji 
wyrosła ogromna fala,
zalała to wszystko,
zagarnęła mnie i porwała w otchłań snu.


"Kiedy pytają mnie..." - cytując żartobliwie klasyka - dlaczego to, co piszę, jest pozbawione radości, odpowiadam: jestem chodzącym moralnym kacem, skrywającym się pod Szklanym kloszem. Mówią, że na co dzień się uśmiecham, a potem siadam przed komputerem i wylewam swoje 'gorzkie żale' właśnie tu. I tak, uważam, że to jest najlepsze miejsce na to - nie wszyscy muszą żyć w mojej aurze 'no happiness'. 

W głębi duszy śmieję się trochę z tego, że tak jest to odbierane. Ostatnio nawet M. powiedziała, że miała świetny humor - aż weszła na mojego smutnego bloga licząc na... w sumie nie wiem na co. A uwierzcie na słowo, że ostatni wpis był jednym z bardziej optymistycznych!
I to nie jest tak, że ja jestem ciągle skupiona na swoim wewnętrznym moralnym kacu. Czasami po prostu - jak KAŻDY, absolutnie K A Ż D Y - mam chwile, kiedy 'myślę za dużo'... Moja specyfika jest taka, że albo wygadam się S., albo zamknę swoje wewnętrzne rozdarcie w kilku żołnierskich słowach właśnie tu. Jeden wyrzuci z siebie całą żałość w jakiś typowy dla siebie sposób, a drugi - zachowa dla siebie, zamknie, kotłując w swojej głowie miliony myśli. Potwierdzone info - jak to mówią. Ile razy odebrałeś telefon od kogoś, kto po prostu potrzebował pomilczeć z tobą wiedząc, że jest to dla niego swoistym katharsis? Ja mnóstwo. I cieszę się, że jeszcze ktoś chce ze mną pomilczeć... albo ponarzekać... albo po prostu mówić - o wszystkim, o niczym, dla siebie, od serca. Pozdrawiam A. Komunikat dla ciebie w podziękowaniu za 'bycie' mimo wszystko i zawsze. I ja też jestem, don't forget.

Dobra, koniec narzekania na dziś. Jest 04:17. Czekam na S. - za dwie godziny wróci z pracy, usiądzie przy mnie, przytuli się i błogo zaśnie. Dziś na niego zaczekam. I nie mogę się doczekać. Wstanie o dwunastej - chociaż, znając mnie, moje krzątanie zbudzi go przynajmniej pięć razy. Chyba że zmusi mnie do snu. Nie, nie jestem śpiąca. Chorowałam trochę. Wyspałam się wtedy. Potrafiłam spać nawet czternaście godzin. Z przerwami na kichanie, kaszel i aspirynę. Już jest dobrze. Minęło jedenaście dni mojego szczęścia. Jak się czuję? Dobrze. Jeszcze nic nie widać, ale podobno nie potrwa to długo. Mówią, że może tylko rok, a może nawet krócej. Zobaczymy. Przyzwyczaiłam się do obcego ciała na moich zębach. Nie narzekam na ból - pierwsze dwa dni były ciężkie, ale... mitem jest, że trzeba przerzucać się na jakieś diety, bo nie można jeść. Bynajmniej. Jem niemal wszystko - mniamki, przypomniał mi się przepis na zapiekankę brokułowo-szpinakowo-kurczakową K. Chyba K. Eh... wczoraj narobiliśmy jedzenia na dwa dni. Może w niedzielę zrobię takie pyszoty. S. znowu będzie poza domem, pobuszuję w kuchni - nie przeczyta, na bank - i zrobię niespodziankę. Chyba że przeczyta. Ups. No nic, najwyżej pomoże. Lubi pomagać, chociaż jest małym leniem. Ja też jestem leniem. Najważniejsze, to zdawać sobie z tego sprawę i akceptować.
Uciekam. 

Mam nadzieję, że nie było tak pesymistycznie tym razem - co, M.? :)


Żadna wiara, nawet wiara katolicka,
nie jest w stanie wypełnić człowiekowi całego życia.
Żeby nie wiem jak długo klęczał i modlił się,
to i tak musi jeść trzy posiłki dziennie, 
musi pracować i
żyć wśród innych ludzi.


Polecam książkę Sylvii Plath - Szklany klosz. 
Po wielokroć do niej wracam. Połykam ją w kilka godzin. I zawsze czuję to samo rozluźnienie. Jest błogo. Trafia do mnie. 


Żeby tradycji stało się... 









& wróciłam do tego...



15 kwietnia 2016

Automotywacja? Bzdura.

Czuję pewien niedosyt. To wszystko nie miało tak wyglądać. Każdy kolejny dzień rozpoczynam wewnętrzną walką z samą z sobą. Mój organizm sprzeciwia się temu wszystkiemu. On wie najlepiej, że to, co teraz robię, nie jest dla mnie dobre i nie przynosi mi satysfakcji. Jednak w głębi duszy próbuję sobie wmawiać: jeszcze tylko trochę, troszeczkę, dam radę.

Co czuje człowiek, którego pasja przekształca się w obrzydzenie? Co czuje człowiek, który nie ma czasu na odpoczynek i nie ma siły do automotywacji? Ano czuje to, co wyżej. Wiem, że nie wszystko jest doskonałe i nikt nigdy nie powiedział, że człowiek zawsze musi być szczęśliwy i zadowolony z tego, co robi, czego doświadcza. I owszem, rzeczywiście tak jest. Nie zależy mi na szczęściu dwadzieścia cztery na siedem. Nie chodzi mi nawet o ten pieprzony wolny czas. Od razu sprostujmy: to, że tu piszę, wcale nie oznacza, że mam wolny czas - to znaczy, że rzuciłam wszystkie obowiązki w kąt dodając do tego parę niewybrednych epitetów. Nie żałuję. Poprawy nie postanawiam. Choruję trochę na to, co się dzieje. Choruję? A jak inaczej nazwać coś, co trwa kilka lat i każdego dnia sprawia, że:
1. nie chce ci się wyjść z łóżka
2. nagle odczuwasz wszystkie możliwe przejawy chorobotwórcze: ból głowy, ból nogi, ból... - tego też, na co wielu ludzi poleca maść...

Choroba. Studia to choroba. Polonistyka to choroba. Ale, żeby nie było, że narzekam na moje studia - w życiu nie przeczytałam tylu 'mądrych' książek, za co studiom jestem wdzięczna. Chociaż (zawsze jest jakieś 'ale')  z chęcią w ich miejsce przeczytałabym coś takiego dla mojej duszyczki, tylko dla mnie - nie na zalkę, na koło czy egzamin "bo trzeba". 
Nic nie muszę - ewentualnie mogę... zaliczać we wrześniu.
A nie, nie mam czasu, we wrześniu 120 godzin praktyk w szkole. Nie pozdrawiam.



Coby nie było, że takie to wszystko znowu złe, miałkie, szare - są plusy. Czas studiów to dla mnie fantastyczny czas pod względem prywatności. Z mojej wewnętrznej listy "musisz to zrobić"  spełniło się większość, jeśli nie wszystkie rzeczy, których pragnęłam. Zdobywam kolejne etapy. Cały czas biegnę ku temu, co dla mnie najważniejsze. Ten bieg zabiera mi mnóstwo energii, ale ładuję je, każdego dnia od nowa. A to dzięki temu, że jest człowiek, który daje mi potężnego kopniaka do działania. I gdyby nie to, to odpadłabym na starcie.


Ciepło tulę - tak wiosennie. Dużo siły!






20 października 2015

Wśród tłumu ludzi odbijam się od dna...

Najłatwiej byłoby mi złożyć wszystko na jesienną chandrę. Te huśtawki nie są ani przyjemne, ani pożyteczne. Podczas gdy mi brakuje na cokolwiek czasu, nawiedza mnie cholerstwo i siedzi... i siedzi... i siedzi. Dusi. Odbiera chęci. Mieć z jednej strony niedobór wolnych chwil, a z drugiej - nadmiar, który poświęca się głupiemu myśleniu o rzeczach i ludziach z przeszłości. Nie lubię. Bardzo.

Trochę się rozczarowałam? Może 'rozczarowanie' to nie najlepsze słowo. Trochę zwątpiłam. 

Od zawsze wierzyłam w ludzi, w relacje ich łączące, a przede wszystkim w wartości, jakimi ich obdarzałam i jakimi bywałam obdarowywana. Czas jest dobrym weryfikatorem. Okazuje się, że wszystko, w co wierzyliśmy dziecięcą ufnością, w jedną chwilę zamienia się w NIC. Z najważniejszej rzeczy, nagle staje się pustką - niewartą poświęcenia czasu, uwagi, refleksji. "Od święta". Czy to przypadkiem nie nazywa się "doświadczeniem"? 


Człowiek składa się właśnie z doświadczeń i emocji. Te dwa, często ze sobą kolidują. Chociaż emocje mówią nam: idź! - odzywa się rozsądek, odwołujący się do doświadczenia i przypomina, jak wiele złego w naszym życiu wyrządziło owo "coś". Zatrzymujemy się. Ryzyk-fizyk. Albo brniesz w to, licząc się z efektami ubocznymi, albo wycofujesz - żałując, bądź nie. Wybór jest raczej prosty. 

"Wszyscy robimy błędy. Lecz gdy je powtarzasz nie masz prawa nawet do pretensji..."

Nie będę żałować. Rozczulać się. Płakać. 
Po co?


Ściany się burzą, szyby pękają naraz.
Lecę w dół przez błędy wszystkich lat.
Widzę wyraźnie pełne rozczarowań twarze,
a w oczach ból i gniew uśpionych zdarzeń.

Kłamałem więcej, niż kiedykolwiek chciałbym przyznać...
A w moich żyłach płynęła krew zimniejsza niż stal.
Dlatego dzisiaj jestem całkiem sam.
Mój nieznajomy, czy widzisz to, co ja?

Jak to możliwe, że ktokolwiek ufał mi?
Pozornie szczery, lecz nigdy tak, jak dziś.
To samo miejsce, ten sam zmęczony strach.
Wśród tłumu ludzi odbijam się od dna...




04 czerwca 2015

Wdech. Wydech. Resuscytacja.

Jestem inna. Nie taka sama, jak 3 lata temu, kiedy ten blog raczkował, i na pewno nie taka sama, jak rok, dwa, osiemnaście lat wstecz. Coś we mnie pękło. Jakaś dziwna nitka, która przetrwała wiele perturbacji. Dlaczego dopiero teraz?

Trochę się boję tego wszystkiego. Ta nagonka, ta szybkość tak drastycznych zmian... To z pewnością nie działa na mnie pozytywnie. Troszkę się martwię. Ale to nic. Czasami trzeba.

Miałam dużo spraw na głowie, mnóstwo stresu i sytuacji chwilowo beznadziejnych. Szybko jednak trzeba było się złożyć w całość, posklejać to, co jeszcze niedawno stanowiło mój fundament, a nagle rozprysło się i zapadło pod ziemię. Źle się dzieje. 

Tylko jednego jestem pewna
i jedno tylko nie zmienia się
od dawien dawna.


Wdech.
Wydech.
Resuscytacja.

Litości.
A gdyby tak..?



17 kwietnia 2015

Nie ma już nic.

Wiecie co?

Z każdym kolejnym dniem
więcej i bardziej...

Jestem cholernie szczęśliwa.
Dziękuję.

Chyba najwyższa pora zacząć to doceniać...


Moja przeszłość jest tak pokręcona, tak poplątana i tak chaotyczna, że czasami sama się w niej gubię. Nie ma takiego sposobu by - po nitce do kłębka - dojść do początku. Jedynym i chyba najlepszym wyjściem byłoby po prostu odciąć to, co za plecami i tworzyć jedną nić - taką solidną, która nie będzie miała:
1) możliwości, żeby się poplątać,
2) możliwości, żeby się urwać,
3) możliwości, żeby ją przeciąć.

Po pewnym rachunku sumienia, jaki wykonałam ostatnio stwierdziłam, że w sumie sama sobie wszystko tak ułożyłam i nie mogę mieć o nic pretensji. Na przełomie kilku miesięcy moje życie wywracało się kilkukrotnie. Najpierw stopniowo zaczęli odchodzić z niego kolejni ludzie (a może to ja skrupulatnie od nich się oddalałam?). Potem delikatnie zaczęłam segregować moje priorytety, na czym także wiele osób ucierpiało. Następnie nastąpił etap najważniejszy, drastyczny, po którym okazało się, że "nie wszystko złoto, co się świeci", "nie każdy, kto uważa się za twojego przyjaciela, tak naprawdę nim jest"i... "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa mogę stwierdzić, że... 'niczego nie żałuję i tak jest mi dobrze'.


"Stwierdziłam, że skoro ludzie nie zauważyli
 mojej nieobecności w ich życiu, 
to znaczy, że niewiele do niego wnosiłam."
z pozdrowieniami.

Z perspektywy czasu prawdziwie śmieję się ze swojej przeszłości.



***

A tymczasem głowę zaprząta mi nauka. Ciężka praca, ogromne zmęczenie. Jeszcze dwa lata. Tylko i aż. I moje szczęście tak blisko.

Czekam na lipiec. Tak bardzo!






 


"Nie potrafię dokończyć spraw.
I nie potrafię wypełnić własnych słów.
Jutro zginie ostatni ślad.
I zapomnicie, że byłem tu..."





17 lutego 2015

Postanawiam poprawę. Proszę o naukę... Nie, wcale nie chcę nauki. Recenzja: MARION - odżywka z olejkiem arganowym i jedwabna kuracja - natura silk do włosów farbowanych.

Cześć!

Chwila moralnego kaca - jak widzicie - działa od czasu do czasu. Raczej rzadko. A nawet... wcale. :) Niemniej jednak jestem, żyję, mam się dobrze i "coś tam" sobie pisuję. To tu, to tam.

Rok 2014 był bardzo pracowity. Nie miałam czasu na żadne podsumowania, dopiero jakoś tak teraz zebrało mi się na wspominki. 

Zakończyłam liceum, zdana matura, mnóstwo stresu, ogrom zawirowań życiowych. Swoją drogą - przypominam sobie jak wylewałam tu żale na ten temat. Czasami żałuję, że polało się tyle złych słów, czasami było wulgarnie - czasami wręcz przesłodko, bywało patetycznie, nostalgicznie i "wesołkowato" też. Moje najdłuższe wakacje w życiu spędzone w najlepszy możliwy dla mnie sposób - częściowo z rodziną, częściowo z najlepszym, co mnie w życiu spotkało... Wymarzone studia - tak, dostałam się na to, na co chciałam... i w sumie tylko taki plan brałam pod uwagę. Nie dawałam sobie nawet wyboru, bo wiem, że narobiłabym sobie niepotrzebnych dylematów. Przynajmniej wiem - jestem tu, gdzie chciałam być, a to, czy zakończy się to powodzeniem zależy tylko ode mnie. 

Po pracowitych wakacjach - cały lipiec i sierpień - odpoczywaliśmy z S. Wybraliśmy się na cudowną "podróż bez celu" z mapą w ręku. Spontaniczny trip, a jakże przemiło. Potem jeszcze trochę wypoczywaliśmy. Później było tylko ciężej - wizja mieszkania poza domem, mega odpowiedzialności za siebie, odnalezienie się w nowym miejscu, wśród nowych ludzi... a już chyba gdzieś mówiłam, że nie należę do osób, które lubią nowości... Jakoś się jednak udało. I tak trwam od października na wydziale humanistycznym Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego na I roku filologii polskiej. Bywa ciężko, czasami wręcz tragicznie. Konieczność stawienia czoła bandzie rozwrzeszczanych 6-latków - też okazała się nie lada wyzwaniem. To trochę tak, jakbyś małego, słodkiego pluszowego misia wrzucił do klatki z tygrysami. Nikt nie wie, na czym to polega- ale wszyscy wiedzą, jak to się kończy. Były momenty przegrania "systemu" - patrz: mój mózg. Bywały zarwane noce, powiedziałabym, że nawet czasami nie przeszkadzał mi brak snu. Najgorsze jednak w tym wszystkim są chyba podróże:  *Po pierwsze te na wydział i z wydziału; **Po drugie te do Szczytna i ze Szczytna (jestem czasami, nawet często - lubię wracać, wiem, że ktoś tu na mnie czeka...); ***Po trzecie te do Gdyni (ale te są chyba najpiękniejsze - wizja osoby czekającej z niecierpliwością tylko na ciebie, dbająca o twoje bezpieczeństwo - co chwilę dowiadująca się o twoje obecne położenie... bezcenna. Uwielbiam Trójmiasto. Uwielbiam Gdynię. Uwielbiam mężczyznę mojego życia.) i ****Po czwarte te z Gdyni - i te są cholernie trudne, najtrudniejsze. 

Wiesz, jak to jest nie mieć czasu na nic? Mówisz: "Mam w tym roku maturę, więc wiem!";? Na pewno tak mówisz, też tak "paplałam".  Haha. TERAZ: Bywają dni, że nie masz chwili by zjeść, nie możesz sobie pozwolić na zmarnowanie choćby kilkunastu sekund, które mogą okazać się kluczowe. Niewiele jest takich momentów, ale jednak są. Studia uczą... Z jednej strony tego, co zakładają, że mają nauczyć. Z drugiej... czegoś więcej. Uczą życia #Paulo Coelho. Tak kiczowato, grafomańsko, ale rzeczywiście tak jest. Nagle okazuje się, że jeśli sobie nie ugotujesz, to nie będziesz miał obiadu - ogromny smutek w mym sercu z tego powodu, że nigdy nie czeka na mnie ciepły obiadek... Istnieje też wersja dla upośledzonych żołądkowo - fast foody, zawsze jest to jakieś tam wyjście. Nagle okazuje się, że jeśli nie pozmywasz po sobie, to nie będziesz miał na czym jeść czegoś, na co ewentualnie: 1) będziesz mógł sobie pozwolić (#pieniądze) 2) będziesz potrafił ugotować i będziesz miał na to czas 3) będziesz jadł z brudnego talerza (#tak bardzo ekologicznie...) I nagle okazuje się, że jeśli nie śpisz tyle, ile spałeś wcześniej lub nie śpisz przez x-dni - to nic! Dowiadujesz się, jak wiele energii ma twój organizm i jak bardzo jesteś niezniszczalny. Na szczęście jest też sesja. Dla zwycięzców  (jestem zwycięzcą! zwyciężczynią - wersja dla feministek) jest to taki czas, kiedy ładujesz akumulatorki na kolejny semestr, odsypiasz wszystkie nieprzespane noce - 3 tygodniowe ferie to także czas nadrabiania zaległości: serialowych, relationships (znajomi, znajomi, rodzina, znajomi), imprezowych - ale przede wszystkim... sennych, co warto podkreślać na każdym kroku. 

Moje "ferie" spędziłam częściowo w domu, częściowo u S. Przecudowny czas z najcudowniejszym mężczyzną na Świecie. Uwielbiam.



<3

Mamy wtorek - zatem pozostało mi kilka dni laby. Już powoli wracam do łask nauki, rozgrzewania mózgu i takie tam. Trochę pracy mi jeszcze zostało, a i już "zabukowanych" jest kilka terminów kolokwiów tak na 'dzień dobry' po tak długim odpoczynku. Regeneruję się dalej. 

Tymczasem!


***


Kasia ciągle coś tam tworzy mi na głowie. Włosy ciągle rosną, staram się utrzymać je w jak najlepszej kondycji - choć różnie to bywa. Trafiłam ostatnio na takie malutkie cudeńko (a nawet dwa!), które spełniają moje oczekiwania w każdym calu. 




1. Ultralekka odżywka z olejkiem arganowym. MARION - 7 efektów. 120ml / 7-8 zł. 
Do kupienia w m.in. w "Stokrotce".
ZALETY: Ułatwia rozczesywanie i układanie włosów. Nie przetłuszcza! Przyjemny zapach. Efekt natychmiastowego "ogarnięcia" puszących się włosów. 
WADY: Nie odżywia włosów u nasady.

Bardzo polecam!

2. Jedwabna kuracja - natura silk. MARION. Do włosów farbowanych. 15 ml / 8zł.
Do kupienia w każdej drogerii.

Zacznijmy od tego, że nie mam farbowanych włosów - czasami odżywiam je szamponem koloryzującym, co (akurat na moje włosy) działa niesamowicie. Z resztą o tym też kiedyś wspomnę...
Preparat kupiony w celu podbudowania struktury włosa po częstym myciu i suszeniu gorącym powietrzem suszarki. 

ZALETY: Mega wydajny, cena też super jak za takie cudeńko. Jeśli ktoś zmaga się z poniszczonymi końcówkami czy "przerostami" na długości włosa - polecam. Idealnie nabłyszcza, efekt zadbanych włosów widoczny niemal od razu. Kolejny kosmetyk o fajnym "salonowym" zapachu. Widoczna poprawa w kwestii elektryzowania się włosów!
WADY: Nie należy stosować codziennie. Pozwalam sobie od czasu do czasu, by nie obciążać włosów. Za częste stosowanie i zbyt duża ilość nałożonego kosmetyku przetłuszcza włosy.





Zapraszam: ZAPYTAJ

17 września 2014

"Widząc swoimi oczami nową rzeczywistość - zmieniasz to, jak widzisz siebie, zmieniasz absolutnie wszystko..."

Chciałabym mieć możliwość spojrzenia na ten pieprzony teatr z nieco innej perspektywy, niż dotychczas. Mimo, że staram się obiektywnie oceniać wszystko, co w jakiś sposób mnie nurtuje, to i tak nie jest to dość wystarczające. Przerost ambicji?







Nie chcę narzekać na moje obecne położenie. Zero prywaty w tej części wpisu. Chodzi mi raczej o ukazanie dwóch stron medalu- a raczej... problemu, jakim jest brak umiejętności trzeźwego postrzegania świata, przyjmowania klęski i wyciągania wniosków. O tych daleko idących nie wspomnę...


Trochę wkurza mnie (miało być zero prywaty...) ta coraz bardziej zauważalna tendencja ludzi uważających swoje zdanie, myślenie za jedyne i najlepsze. Czy wobec tego wyrosło pokolenie geniuszy? A może - kolokwialnie - "dawno wojny nie było i ludziom w dupach się poprzewracało"?


Oj, słowo "wojna" chyba jest nie na miejscu.



Troszeczkę emocjonalnie teraz...

Wiecie, jak to jest obudzić się pewnego dnia z myślą, że zmarnowało się kilka lat swojego życia? Ja wiem. Jakoś niespecjalnie ruszyła mnie sama kwestia utracenia czegokolwiek - tylko bardziej tego, że w ogóle przeszło mi takie coś przez głowę. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Było to cholernie dziwne uczucie. Nie będę teraz jakoś specjalnie rozpisywać się w temacie samego zmarnowania 'najlepszego czasu mojego życia'... Nie o to chodzi. Autorefleksja. Czyżby?


MIŁOŚĆ <3


Niedawno 
( hah, jakieś dwa tygodnie temu) 
wróciłam do domu, 
po ponad dwóch miesiącach 
nieobecności. 
Nareszcie upragniony urlop.


* Na zdjęciach migawki z naszej podróży do Bydgoszczy. 



'Musisz oczy dookoła głowy mieć, panoramę,
odnaleźć to, co dawno zapomniane jest...'



Przypominam, że zapraszam na zdjęcia! 
* Jestem dostępna do końca września w Szczytnie i Olsztynie (na wyciągnięcie ręki). Od października wyłącznie Olsztyn i Gdynia.

Ze względu na coraz mniej czasu wolnego, (na pisanie) blog "Chwila moralnego kaca" nie będzie funkcjonował tak, jak kiedyś. Najprawdopodobniej zostanie usunięty. 
Dlatego...
*Zapraszam na fanpejdż facebook'owy, - link po prawej stronie, gdzieś na górze - gdzie możecie śledzić aktualności, takie jak: nowe sesje, zlecenia, oferty. 


Jeszcze się nie żegnam.
Za jakiś czas.
'Tak się trudno rozstać...'




Do zobaczenia!


25 czerwca 2014

Pofrunę za Tobą...

Ciężko jest lekko żyć, jak to mówią. Coraz ciężej także odnaleźć prawdziwe JA w tym tłumie ludzi tak różnych, tak zmiennych, tak niestabilnych i częstokroć nierealnych.Wtopić się w tłum? To nie dla mnie. Wyróżniać? Tym bardziej. Znaleźć magiczny środek - ot zadanie, mission impossible.


Trochę się pozmieniało w moim życiu. Roszady niczym w najzacieklejszej partii szachów. Szach mat, moi drodzy. Byłam pierwsza. A może ostatnia?

Nie odczuwam znaczącego dyskomfortu ze względu na wiele wydarzeń, które ostatnio miały miejsce. Nie jestem też jakoś bardzo zniesmaczona zaistniałymi sytuacjami. Niczego za nic nie winię. Tak miało być, najwidoczniej. Trochę szumi mi w głowie, gdy o tym pomyślę, tak z lekka z boku. Argumenty i kontrargumenty. Racje i "lepsze" racje. To wszystko jakoś tak dziwnie na mnie działało. Teraz tylko uruchamia pewnego rodzaju wewnętrzną bombę, od której - na szczęście - udaje mi się "odciąć" odpowiedni kabelek i zniwelować straty... psychiczne po części, ale też te fizyczne wbrew pozorom. Bo są. Są i dają o sobie znać za każdym naruszeniem tego pieprzonego włącznika detonacji. Czasami nie chce się nic. A czasami chce się aż nadto. I w sumie nie wiem, co gorsze. Ale... najlepsze jest to, że podoba mi się taki stan. Tak cholernie wszystkowdupizm.



***

Wczoraj przeżyłam (chyba) najgorszą podróż życia. Nic nie zapowiadało tak fatalnego przebiegu mojej niemal 5-cio godzinnej eskapady. 

Począwszy od mojej senności ("obudzić się" o szóstej, a szósta pięćdziesiąt cztery być już w trasie - to niemały wyczyn, jak na mnie), poprzez cholerną zmienność temperatury (wsiadając do pociągu było mi przegorąco, po 15 minutach myślałam, że przetransportowali mnie na Syberię) kończąc na mojej nienawiści do smrodu papierosowego - a dosiadły się trzy kobiety w średnim wieku, jak mniemam weteranki spożywania hektolitrów czarnej fusiastej kawy i palenia sześciu paczek papierosów dziennie. Błagałam, żeby wysiadły jak najprędzej. Suma sumarum - głowa boli mnie do tej pory, a ten "zapaszek" odczuwam za każdym razem, gdy o tym pomyślę. Także już nie myślę.

Pozdrowienia z TLK


***

Z piękniejszych kwestii tego przemiłego, przezabawnego i "dziwnego" długiego weekendu, spędzonego nad polskim morzem - to... KONCERT.
Pomimo paskudnej pogody, było przecudownie. Spotkać, usłyszeć, patrzeć na człowieka, który tak wiele zmienił w twoim życiu, pomimo że absolutnie nie wie o twoim istnieniu - nie do opisania. Mankament: nie mogłam wnieść aparatu na teren koncertu, ale S. uwiecznił maleńką część mojej bezwarunkowej miłości do tego Pana :D.



***

MIŁOŚĆ <3




"Tyle mi wiedzieć, wypełniasz moje dni.
Za rękę trzymasz, patrzysz, słuchasz mnie... jak nikt."


***

A teraz - punkt kulminacyjny, czyli nasze dzisiejsze sesyjne pstryki.
Pomimo paskudnej - czasami - pogody, podołałyśmy... jak widać.

Modelowała: Wiola
Pomagała: Kasia
Makijaż & zdjęcia: ja.

BACKSTAGE'owe :)








A w piątek już wyniki matur... trzymajcie kciuki.



19 czerwca 2014

'I w takich dwóch godzinach zamyka się ta chwila...'

W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy ma dość kompletnie wszystkiego... i wszystkich. I chyba taki moment nastał w moim życiu. Z jednej strony się cieszę, że teraz, a nie za 3 miesiące. :))

Etap pewnego rodzaju pobłażania, potulności - w moim wykonaniu - właśnie minął. Cieszę się bardzo, że (w końcu!) mam szansę BYĆ. Wiele osób, rozmowami, pomogło mi dojść do pewnych faktów, które ostatecznie wyprowadziły mnie z tego dziwnego miejsca mojego ówczesnego mentalnego pobytu.


Przez pewien okres czasu, trwałam w takim dziwnym poczuciu spokoju. Cisza przed burzą? Czyżby? Uwielbiam takie chwile w moim życiu, kiedy nie mam czasu na "myślenie". Jestem wówczas tak pochłonięta pracą, że nie liczy się nic, tylko zadanie do wykonania. Ostatnio narzekałam na zmęczenie po piętnastu godzinach pracy... a wynikało to z mojego zastoju fizycznego i psychicznego - po części. Dawno nie pracowałam, a taki kilkunastogodzinny wycisk był mobilizujący. Nieważne, że następnego dnia nie mogłam się ruszyć z łóżka przez wiele godzin. Nieważne, że moje nogi i kręgosłup odmówiły posłuszeństwa. Nieważne. "Mała Ala" musi być silna. Wewnątrz i na zewnątrz. :)


"Sukces ma wielu ojców.
Porażka jest sierotą."
Pozdrówki.


W piątek ruszam w trójmiejski trip, na weekend. Cieszę się z faktu, że w końcu będę mogła być na koncercie artysty, którego cenię, nie tylko za jego twórczość, a przede wszystkim za to, jakim człowiekiem jest i co sobą reprezentuje. Nie mogę się doczekać! Jakaś mini relacja na pewno zostanie uczyniona.

23 i 24 czerwca daję sobie na uporządkowanie świata wokół mnie. 
25 czerwca ruszam z nowymi projektami - ale niech to będzie niespodzianka :)
26 czerwca histerycznie walczę o przetrwanie i 82 z polaka.
27 czerwca idę na ścięcie.

A od 28 czerwca - bon voyage! Witaj przygodo! Ciężko pracujemy :). 


A niżej trochę ostatniej sesji i zlecenia z baliku :)
modelowała: Madzia :)






balik :))










Kiedy żal ci chwili by się spotkać.
Wierzysz w prawdy, wynik że to norma.
Ślepy czas znikł, zanim życia rozkład.
Ile minut ci zostało by być bliżej końca?



Do zobaczenia! :*


09 czerwca 2014

...bez szans.

Niedziela - ambitna, pracowita, gorąca i efektywna. Poniedziałek - deszczowo, gorąco, deszczowo, gorąco. Relacja - tak, jakby ktoś nie miał okien w domu, albo przypadkiem nie wychodził na świeże powietrze w ciągu dwóch ostatnich dni.


ich lebe fur dich, ich ertrinke in dir :*
Ostatnio, przeglądając bloga, czytając notka po notce, słowo po słowie... oglądając fotografia po fotografii... doszłam do wniosku, że sytuacje w moim życiu się zapętlają. Może nie zawsze, ale... Dzięki tym wpisom, jestem w stanie też... trochę z boku spojrzeć na przeszłość. Taki powrót do dawnych czasów to szansa na usystematyzowanie informacji o samej sobie. "Polały się łzy" na przemian z setkami uśmiechów. Blog to fajna sprawa. Chwilo moralnego kaca - dobrze, że jesteś.

Moralniakowe mądrości to cykl, który wprowadzam na fanpejdżu bloga. Co to takiego? Otóż... czasami zdarzy mi się popełnić coś na zasadzie sentencji, pewnej myśli, która... nie jest do końca oczywista. Dlatego, postanowiłam zebrać wszystkie moje "lęki i fobie" w jednym miejscu - tym samym móc nieco ułatwić sobie, jak i innym - zapoznanie się z moim światem... wyimaginowanym, lecz jakże realistycznym, miejscem, zwanym domem.

***
Ucieczka przed samą sobą
Odraza zmieszana z histerią
Fobia przed byciem "kimś obok"
Kłamstwo w dwóch słowach: "na pewno".

Wiara w wielkie wartości
Miłość i łzy nieszczęścia
Przyjaźń i grzech namiętności
Klęska i strach nienadejścia.

Szansa jedna z miliona
Miliony, egoizm, mamona
Chaos, cisza, dysonans
i My, 
zazdrośni, 
...bez szans...

***

Obiecaj mi.

***

Co do niedzielnej sesji - efekty prac niżej oraz na fanpejdżu.
ZAPRASZAMY.

Wszystkich informacji (w związku z propozycjami zdjęć) udzielam na facebooku, mailowo lub osobiście. Nie wykonuję TFP - kwoty są symboliczne, dogadamy się. 

A niżej 'niedzielna' Magda ;)
pomagała: Ola









"O mój śnie! Zależało mi na tobie,
ale kiedy dotykam gwiazd, one spadają mi na głowę..."

28 maja 2014

"Co­fam się pa­mięcią do chwi­li, kiedy się to zaczęło, po­nieważ wspom­nienia to je­dyne, co mi pozostało."

***

Wielkimi krokami zbliża się lato - czas, który jedni poświęcą na leżing, plażing i smażing; drudzy będą zmuszeni iść do pracy i poddać się ciężkiej harówie; trzeci - zmarnują swoje wakacje siedząc przed komputerem... Najmniej jednak szczęśliwa okaże się grupa czwarta - poprawkowiczów sierpniowych. Za wszystkich, których (niestety) to spotka, trzymam kciuki i życzę powodzenia - w tym również sobie, bo wyników z matur jeszcze nie ma, a nigdy nie wiadomo, czy nie znajdę się  w "grupie szczęśliwców". :)


Tak w ogóle, to dzień dobry! 

Mam nadzieję, że ktoś zdążył zauważyć zmiany wizualne wprowadzone na blogu? ;) Podobają się?

I <3 SUMMER


Moje wakacje trwają w najlepsze od - dokładnie - 15 maja, z tym że na odpoczynek udałam się dopiero dziewiętnastego, a wróciłam wczoraj. Podczas tych (jakże leniwych) dziewięciu dni zdążyłam: odespać czas matur, obejrzeć 2 sezony "Gotowych na wszystko", przeczytać książkę (poradnik?) "Walk tall", podjąć się kilku prób gotowania, zaliczyć skoki adrenaliny w parku linowym, przejść dziesiątki kilometrów "po wszystko i po nic" i... co najważniejsze - spędzić bardzo dużo czasu z S. 

Ponadto - przed wyjazdem - udało mi się ustabilizować kilka kwestii, dokonać wstępnych "porządków" śmietnika emocjonalnego i życiowego oraz usystematyzować plan działania na najbliższe kilka miesięcy. Czuję, że zrobiłam wiele. Ale jeszcze nie podstawiłam kropki nad "i". 

miłość.

Teraz czas się ogarnąć na tyle, na ile czas mi pozwoli; podsumować to i owo (coś na kształt rachunku sumienia i rozliczenia z sobą - ale także i innymi...); rozpocząć... w pełni dorosłe i odpowiedzialne (haha) życie. Ja, dorosłość i odpowiedzialność. OKSYMORON.

*Chociaż czasami mam wrażenie, że muszę odpowiadać za rzeczy, na które nie mam wpływu i nie jestem ich przyczyną. Chcesz dobrze - a wychodzi jak zwykle. "Tak to jest, że mimo dobrej woli, wszystko, co piękne - kiedyś się ..."



Spędziłam fantastyczny tydzień nad morzem. Wypoczęłam - a to najważniejsze...



***


Troszkę umieram - tak w środku.
Nie mam na to wpływu.
Ludzie przychodzą i odchodzą.
Taka kolej rzeczy.
"Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś..."
Nie o wszystkim decydujemy my sami.
Kwestia przyzwyczajenia.
Ucieczka?
Nie sądzę.
Raczej pogodzenie się...
... z bezradnością,
fałszywością,
niesprawiedliwością.
Wyrównanie rachunków...
...z przeszłością.
Rozpoczęcie nowej...
...przyszłości.
W nieco okrojonym składzie.


***

A kiedy wrócisz... mnie nie będzie.
Tak, jak nie ma Cię dla mnie.


***


'Ale mimo to - to kocham, bo to mój kawałek lądu,
bez względu na różniące nas różnice poglądów.'

***



ZAPRASZAM NA ZDJĘCIA

Po prawej - zachęcam do lajkowania fanpejdżu bloga, udostępniania i zapraszania znajomych. ;)

Do następnego!

***




17 maja 2014

KAMBEK!

Powracam po bardzo długiej nieobecności 
- nowa, zdrowsza, spokojniejsza JA.

Tyyyyle się działo przez te (prawie) cztery miesiące. Był to naprawdę ciężki i wyczerpujący okres w moim życiu. Na szczęście, teraz może być już tylko lepiej - mam nadzieję. 

Czasu na pisanie jak nie było, tak nie ma, ale dziś, jakoś nadzwyczajnie zaczęło mnie ciągnąć "na stare śmieci". Nie chcę definitywnie kończyć przygody z tym blogiem, ale myślę, że to nieuniknione. Szkoda trochę tych wielu miesięcy żmudnej pracy, tworzenia i wylewania wszystkich emocji, dzielenia się - praktycznie - każdą chwilą... To nie jest pożegnanie! Będę tu. Rzadziej - ale będę.


Ostatnie trzy tygodnie były - chyba - najbardziej stresującymi w moim życiu. Cholernie dziwne uczucie, gdy nie wiesz, czego jeszcze nie wiesz. :) Z matur - najbardziej będę wspominać chyba te dźwięki burczących brzuchów - mojego, jak i reszty ferajny z sali. Fajnie było poznać was wszystkich! Poza tym, bardzo przyjemnie będę wspominać ustne egzaminy. Pierwszy z angielskiego udowodnił mi, że wcale nie jestem taka odważna, jak mi się wydaje :). Drugi - potwierdził to, jednak utwierdził mnie w przekonaniu, że chcieć, to móc; że nieważne, jak bardzo dobrze jesteś przygotowany i kreatywny - ale ważne, co sobą reprezentujesz. Przemiłe wspomnienia.*

*Co nie zmienia mojego zdania, że matura = bzdura.


Teraz spokojnie mogę powiedzieć - filologio, witaj.



W poniedziałek ruszam w trip nad morze - małe wakacje. 
W czerwcu na kilka dni do Władysławowa. 
A od lipca - pracujemy! 



A tu trochę zdjęć z ostatnio przeze mnie wykonanej sesji
modelka: Ola M.
pomagała: Kasja







Zapraszam też do pytań: