Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Światopogląd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Światopogląd. Pokaż wszystkie posty

15 kwietnia 2016

Automotywacja? Bzdura.

Czuję pewien niedosyt. To wszystko nie miało tak wyglądać. Każdy kolejny dzień rozpoczynam wewnętrzną walką z samą z sobą. Mój organizm sprzeciwia się temu wszystkiemu. On wie najlepiej, że to, co teraz robię, nie jest dla mnie dobre i nie przynosi mi satysfakcji. Jednak w głębi duszy próbuję sobie wmawiać: jeszcze tylko trochę, troszeczkę, dam radę.

Co czuje człowiek, którego pasja przekształca się w obrzydzenie? Co czuje człowiek, który nie ma czasu na odpoczynek i nie ma siły do automotywacji? Ano czuje to, co wyżej. Wiem, że nie wszystko jest doskonałe i nikt nigdy nie powiedział, że człowiek zawsze musi być szczęśliwy i zadowolony z tego, co robi, czego doświadcza. I owszem, rzeczywiście tak jest. Nie zależy mi na szczęściu dwadzieścia cztery na siedem. Nie chodzi mi nawet o ten pieprzony wolny czas. Od razu sprostujmy: to, że tu piszę, wcale nie oznacza, że mam wolny czas - to znaczy, że rzuciłam wszystkie obowiązki w kąt dodając do tego parę niewybrednych epitetów. Nie żałuję. Poprawy nie postanawiam. Choruję trochę na to, co się dzieje. Choruję? A jak inaczej nazwać coś, co trwa kilka lat i każdego dnia sprawia, że:
1. nie chce ci się wyjść z łóżka
2. nagle odczuwasz wszystkie możliwe przejawy chorobotwórcze: ból głowy, ból nogi, ból... - tego też, na co wielu ludzi poleca maść...

Choroba. Studia to choroba. Polonistyka to choroba. Ale, żeby nie było, że narzekam na moje studia - w życiu nie przeczytałam tylu 'mądrych' książek, za co studiom jestem wdzięczna. Chociaż (zawsze jest jakieś 'ale')  z chęcią w ich miejsce przeczytałabym coś takiego dla mojej duszyczki, tylko dla mnie - nie na zalkę, na koło czy egzamin "bo trzeba". 
Nic nie muszę - ewentualnie mogę... zaliczać we wrześniu.
A nie, nie mam czasu, we wrześniu 120 godzin praktyk w szkole. Nie pozdrawiam.



Coby nie było, że takie to wszystko znowu złe, miałkie, szare - są plusy. Czas studiów to dla mnie fantastyczny czas pod względem prywatności. Z mojej wewnętrznej listy "musisz to zrobić"  spełniło się większość, jeśli nie wszystkie rzeczy, których pragnęłam. Zdobywam kolejne etapy. Cały czas biegnę ku temu, co dla mnie najważniejsze. Ten bieg zabiera mi mnóstwo energii, ale ładuję je, każdego dnia od nowa. A to dzięki temu, że jest człowiek, który daje mi potężnego kopniaka do działania. I gdyby nie to, to odpadłabym na starcie.


Ciepło tulę - tak wiosennie. Dużo siły!






17 grudnia 2015

Postanawiam poprawę.

Wielkimi krokami zbliżają się Święta. Czas, który zmusza nas do refleksji, przynosi ciepło, wzrusza. Jest to też czas rachunku sumienia, czas przebaczania, przepraszania i dziękowania. Magia świąt ogarnia mnie z każdym dniem coraz bardziej. I chociaż nie jest to dla mnie najprzyjemniejszy okres, to staram się "nie znienawidzić" ich tak do końca.

Ostatnio w moim życiu dzieje się bardzo dużo ważnych - mogę powiedzieć, że nawet najważniejszych - rzeczy. Cholernie dziwne to uczucie, kiedy jednego dnia płaczesz ze szczęścia, bo podjęłaś bardzo istotną decyzję i jesteś przeszczęśliwa, bo ktoś, kogo kochasz deklaruje, że będzie z tobą już zawsze - a następnego dnia płaczesz ze smutku, bo odchodzi ktoś bliski, z kim nie zdążyłaś się pożegnać. Dwie ogromne zmiany, dzień po dniu. I musisz wszystkie inne rzeczy odłożyć na dalszy plan, bo przestaje być ważne co tu i teraz. Przestaje być ważny twój egoizm, twoja radość. I uświadamiasz sobie, że tak naprawdę, to nie masz się z kim podzielić szczęściem. Zdajesz sobie sprawę: ci wszyscy ludzie, którzy są obok ciebie, są ci kompletnie obcy... nie wiesz, czy masz kogoś, do kogo możesz zadzwonić o 3 w nocy mówiąc, że potrzebujesz rozmowy, a może.. jednego słowa... i nie wiesz, czy to wszystko, co definiuje się jako relacja - tak naprawdę istnieje. 

Po raz setny piszę o tym, bo... nic nie udało się zmienić. Nawet ostatni wpis był na kształt tego. Ale ciągle mnie to męczy i ciąży nade mną, spycha gdzieś w dół. Postanawiam poprawę. 


Nie chcę być utożsamiana ze wszystkim, co depresyjne i nijakie. Nie chcę być depresyjna i nijaka. Mieć dwadzieścia lat i nie móc zdefiniować siebie? To żałosne. A może jednak nie? Nie zamknęłam jeszcze swojej furtki, zawsze mam możliwość powrotu, naprawy. Daję sobie czas. Odwlekam w nieskończoność z nadzieją, że kiedyś w końcu zdefiniuję to, co niezdefiniowane, zamknę to, co niezamknięte, odetchnę i ruszę dalej. Po nowe. Po lepsze. 



A w święta przeproszę nieprzeproszonych, podziękuję wszystkim, którzy są i wiem, że będą... i wybaczę... zwłaszcza tym, którzy nie chcą zgody i nie czują takiej potrzeby.

Wesołych Świąt już teraz, bo z pewnością nie pojawię się tu przez jakiś czas. Spędźcie ten czas z najbliższymi i wykonajcie pierwszy krok, ku lepszemu, ku nowemu.




04 czerwca 2015

Wdech. Wydech. Resuscytacja.

Jestem inna. Nie taka sama, jak 3 lata temu, kiedy ten blog raczkował, i na pewno nie taka sama, jak rok, dwa, osiemnaście lat wstecz. Coś we mnie pękło. Jakaś dziwna nitka, która przetrwała wiele perturbacji. Dlaczego dopiero teraz?

Trochę się boję tego wszystkiego. Ta nagonka, ta szybkość tak drastycznych zmian... To z pewnością nie działa na mnie pozytywnie. Troszkę się martwię. Ale to nic. Czasami trzeba.

Miałam dużo spraw na głowie, mnóstwo stresu i sytuacji chwilowo beznadziejnych. Szybko jednak trzeba było się złożyć w całość, posklejać to, co jeszcze niedawno stanowiło mój fundament, a nagle rozprysło się i zapadło pod ziemię. Źle się dzieje. 

Tylko jednego jestem pewna
i jedno tylko nie zmienia się
od dawien dawna.


Wdech.
Wydech.
Resuscytacja.

Litości.
A gdyby tak..?



17 kwietnia 2015

Nie ma już nic.

Wiecie co?

Z każdym kolejnym dniem
więcej i bardziej...

Jestem cholernie szczęśliwa.
Dziękuję.

Chyba najwyższa pora zacząć to doceniać...


Moja przeszłość jest tak pokręcona, tak poplątana i tak chaotyczna, że czasami sama się w niej gubię. Nie ma takiego sposobu by - po nitce do kłębka - dojść do początku. Jedynym i chyba najlepszym wyjściem byłoby po prostu odciąć to, co za plecami i tworzyć jedną nić - taką solidną, która nie będzie miała:
1) możliwości, żeby się poplątać,
2) możliwości, żeby się urwać,
3) możliwości, żeby ją przeciąć.

Po pewnym rachunku sumienia, jaki wykonałam ostatnio stwierdziłam, że w sumie sama sobie wszystko tak ułożyłam i nie mogę mieć o nic pretensji. Na przełomie kilku miesięcy moje życie wywracało się kilkukrotnie. Najpierw stopniowo zaczęli odchodzić z niego kolejni ludzie (a może to ja skrupulatnie od nich się oddalałam?). Potem delikatnie zaczęłam segregować moje priorytety, na czym także wiele osób ucierpiało. Następnie nastąpił etap najważniejszy, drastyczny, po którym okazało się, że "nie wszystko złoto, co się świeci", "nie każdy, kto uważa się za twojego przyjaciela, tak naprawdę nim jest"i... "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa mogę stwierdzić, że... 'niczego nie żałuję i tak jest mi dobrze'.


"Stwierdziłam, że skoro ludzie nie zauważyli
 mojej nieobecności w ich życiu, 
to znaczy, że niewiele do niego wnosiłam."
z pozdrowieniami.

Z perspektywy czasu prawdziwie śmieję się ze swojej przeszłości.



***

A tymczasem głowę zaprząta mi nauka. Ciężka praca, ogromne zmęczenie. Jeszcze dwa lata. Tylko i aż. I moje szczęście tak blisko.

Czekam na lipiec. Tak bardzo!






 


"Nie potrafię dokończyć spraw.
I nie potrafię wypełnić własnych słów.
Jutro zginie ostatni ślad.
I zapomnicie, że byłem tu..."





17 września 2014

"Widząc swoimi oczami nową rzeczywistość - zmieniasz to, jak widzisz siebie, zmieniasz absolutnie wszystko..."

Chciałabym mieć możliwość spojrzenia na ten pieprzony teatr z nieco innej perspektywy, niż dotychczas. Mimo, że staram się obiektywnie oceniać wszystko, co w jakiś sposób mnie nurtuje, to i tak nie jest to dość wystarczające. Przerost ambicji?







Nie chcę narzekać na moje obecne położenie. Zero prywaty w tej części wpisu. Chodzi mi raczej o ukazanie dwóch stron medalu- a raczej... problemu, jakim jest brak umiejętności trzeźwego postrzegania świata, przyjmowania klęski i wyciągania wniosków. O tych daleko idących nie wspomnę...


Trochę wkurza mnie (miało być zero prywaty...) ta coraz bardziej zauważalna tendencja ludzi uważających swoje zdanie, myślenie za jedyne i najlepsze. Czy wobec tego wyrosło pokolenie geniuszy? A może - kolokwialnie - "dawno wojny nie było i ludziom w dupach się poprzewracało"?


Oj, słowo "wojna" chyba jest nie na miejscu.



Troszeczkę emocjonalnie teraz...

Wiecie, jak to jest obudzić się pewnego dnia z myślą, że zmarnowało się kilka lat swojego życia? Ja wiem. Jakoś niespecjalnie ruszyła mnie sama kwestia utracenia czegokolwiek - tylko bardziej tego, że w ogóle przeszło mi takie coś przez głowę. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Było to cholernie dziwne uczucie. Nie będę teraz jakoś specjalnie rozpisywać się w temacie samego zmarnowania 'najlepszego czasu mojego życia'... Nie o to chodzi. Autorefleksja. Czyżby?


MIŁOŚĆ <3


Niedawno 
( hah, jakieś dwa tygodnie temu) 
wróciłam do domu, 
po ponad dwóch miesiącach 
nieobecności. 
Nareszcie upragniony urlop.


* Na zdjęciach migawki z naszej podróży do Bydgoszczy. 



'Musisz oczy dookoła głowy mieć, panoramę,
odnaleźć to, co dawno zapomniane jest...'



Przypominam, że zapraszam na zdjęcia! 
* Jestem dostępna do końca września w Szczytnie i Olsztynie (na wyciągnięcie ręki). Od października wyłącznie Olsztyn i Gdynia.

Ze względu na coraz mniej czasu wolnego, (na pisanie) blog "Chwila moralnego kaca" nie będzie funkcjonował tak, jak kiedyś. Najprawdopodobniej zostanie usunięty. 
Dlatego...
*Zapraszam na fanpejdż facebook'owy, - link po prawej stronie, gdzieś na górze - gdzie możecie śledzić aktualności, takie jak: nowe sesje, zlecenia, oferty. 


Jeszcze się nie żegnam.
Za jakiś czas.
'Tak się trudno rozstać...'




Do zobaczenia!


25 czerwca 2014

Pofrunę za Tobą...

Ciężko jest lekko żyć, jak to mówią. Coraz ciężej także odnaleźć prawdziwe JA w tym tłumie ludzi tak różnych, tak zmiennych, tak niestabilnych i częstokroć nierealnych.Wtopić się w tłum? To nie dla mnie. Wyróżniać? Tym bardziej. Znaleźć magiczny środek - ot zadanie, mission impossible.


Trochę się pozmieniało w moim życiu. Roszady niczym w najzacieklejszej partii szachów. Szach mat, moi drodzy. Byłam pierwsza. A może ostatnia?

Nie odczuwam znaczącego dyskomfortu ze względu na wiele wydarzeń, które ostatnio miały miejsce. Nie jestem też jakoś bardzo zniesmaczona zaistniałymi sytuacjami. Niczego za nic nie winię. Tak miało być, najwidoczniej. Trochę szumi mi w głowie, gdy o tym pomyślę, tak z lekka z boku. Argumenty i kontrargumenty. Racje i "lepsze" racje. To wszystko jakoś tak dziwnie na mnie działało. Teraz tylko uruchamia pewnego rodzaju wewnętrzną bombę, od której - na szczęście - udaje mi się "odciąć" odpowiedni kabelek i zniwelować straty... psychiczne po części, ale też te fizyczne wbrew pozorom. Bo są. Są i dają o sobie znać za każdym naruszeniem tego pieprzonego włącznika detonacji. Czasami nie chce się nic. A czasami chce się aż nadto. I w sumie nie wiem, co gorsze. Ale... najlepsze jest to, że podoba mi się taki stan. Tak cholernie wszystkowdupizm.



***

Wczoraj przeżyłam (chyba) najgorszą podróż życia. Nic nie zapowiadało tak fatalnego przebiegu mojej niemal 5-cio godzinnej eskapady. 

Począwszy od mojej senności ("obudzić się" o szóstej, a szósta pięćdziesiąt cztery być już w trasie - to niemały wyczyn, jak na mnie), poprzez cholerną zmienność temperatury (wsiadając do pociągu było mi przegorąco, po 15 minutach myślałam, że przetransportowali mnie na Syberię) kończąc na mojej nienawiści do smrodu papierosowego - a dosiadły się trzy kobiety w średnim wieku, jak mniemam weteranki spożywania hektolitrów czarnej fusiastej kawy i palenia sześciu paczek papierosów dziennie. Błagałam, żeby wysiadły jak najprędzej. Suma sumarum - głowa boli mnie do tej pory, a ten "zapaszek" odczuwam za każdym razem, gdy o tym pomyślę. Także już nie myślę.

Pozdrowienia z TLK


***

Z piękniejszych kwestii tego przemiłego, przezabawnego i "dziwnego" długiego weekendu, spędzonego nad polskim morzem - to... KONCERT.
Pomimo paskudnej pogody, było przecudownie. Spotkać, usłyszeć, patrzeć na człowieka, który tak wiele zmienił w twoim życiu, pomimo że absolutnie nie wie o twoim istnieniu - nie do opisania. Mankament: nie mogłam wnieść aparatu na teren koncertu, ale S. uwiecznił maleńką część mojej bezwarunkowej miłości do tego Pana :D.



***

MIŁOŚĆ <3




"Tyle mi wiedzieć, wypełniasz moje dni.
Za rękę trzymasz, patrzysz, słuchasz mnie... jak nikt."


***

A teraz - punkt kulminacyjny, czyli nasze dzisiejsze sesyjne pstryki.
Pomimo paskudnej - czasami - pogody, podołałyśmy... jak widać.

Modelowała: Wiola
Pomagała: Kasia
Makijaż & zdjęcia: ja.

BACKSTAGE'owe :)








A w piątek już wyniki matur... trzymajcie kciuki.



19 czerwca 2014

'I w takich dwóch godzinach zamyka się ta chwila...'

W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy ma dość kompletnie wszystkiego... i wszystkich. I chyba taki moment nastał w moim życiu. Z jednej strony się cieszę, że teraz, a nie za 3 miesiące. :))

Etap pewnego rodzaju pobłażania, potulności - w moim wykonaniu - właśnie minął. Cieszę się bardzo, że (w końcu!) mam szansę BYĆ. Wiele osób, rozmowami, pomogło mi dojść do pewnych faktów, które ostatecznie wyprowadziły mnie z tego dziwnego miejsca mojego ówczesnego mentalnego pobytu.


Przez pewien okres czasu, trwałam w takim dziwnym poczuciu spokoju. Cisza przed burzą? Czyżby? Uwielbiam takie chwile w moim życiu, kiedy nie mam czasu na "myślenie". Jestem wówczas tak pochłonięta pracą, że nie liczy się nic, tylko zadanie do wykonania. Ostatnio narzekałam na zmęczenie po piętnastu godzinach pracy... a wynikało to z mojego zastoju fizycznego i psychicznego - po części. Dawno nie pracowałam, a taki kilkunastogodzinny wycisk był mobilizujący. Nieważne, że następnego dnia nie mogłam się ruszyć z łóżka przez wiele godzin. Nieważne, że moje nogi i kręgosłup odmówiły posłuszeństwa. Nieważne. "Mała Ala" musi być silna. Wewnątrz i na zewnątrz. :)


"Sukces ma wielu ojców.
Porażka jest sierotą."
Pozdrówki.


W piątek ruszam w trójmiejski trip, na weekend. Cieszę się z faktu, że w końcu będę mogła być na koncercie artysty, którego cenię, nie tylko za jego twórczość, a przede wszystkim za to, jakim człowiekiem jest i co sobą reprezentuje. Nie mogę się doczekać! Jakaś mini relacja na pewno zostanie uczyniona.

23 i 24 czerwca daję sobie na uporządkowanie świata wokół mnie. 
25 czerwca ruszam z nowymi projektami - ale niech to będzie niespodzianka :)
26 czerwca histerycznie walczę o przetrwanie i 82 z polaka.
27 czerwca idę na ścięcie.

A od 28 czerwca - bon voyage! Witaj przygodo! Ciężko pracujemy :). 


A niżej trochę ostatniej sesji i zlecenia z baliku :)
modelowała: Madzia :)






balik :))










Kiedy żal ci chwili by się spotkać.
Wierzysz w prawdy, wynik że to norma.
Ślepy czas znikł, zanim życia rozkład.
Ile minut ci zostało by być bliżej końca?



Do zobaczenia! :*


09 czerwca 2014

...bez szans.

Niedziela - ambitna, pracowita, gorąca i efektywna. Poniedziałek - deszczowo, gorąco, deszczowo, gorąco. Relacja - tak, jakby ktoś nie miał okien w domu, albo przypadkiem nie wychodził na świeże powietrze w ciągu dwóch ostatnich dni.


ich lebe fur dich, ich ertrinke in dir :*
Ostatnio, przeglądając bloga, czytając notka po notce, słowo po słowie... oglądając fotografia po fotografii... doszłam do wniosku, że sytuacje w moim życiu się zapętlają. Może nie zawsze, ale... Dzięki tym wpisom, jestem w stanie też... trochę z boku spojrzeć na przeszłość. Taki powrót do dawnych czasów to szansa na usystematyzowanie informacji o samej sobie. "Polały się łzy" na przemian z setkami uśmiechów. Blog to fajna sprawa. Chwilo moralnego kaca - dobrze, że jesteś.

Moralniakowe mądrości to cykl, który wprowadzam na fanpejdżu bloga. Co to takiego? Otóż... czasami zdarzy mi się popełnić coś na zasadzie sentencji, pewnej myśli, która... nie jest do końca oczywista. Dlatego, postanowiłam zebrać wszystkie moje "lęki i fobie" w jednym miejscu - tym samym móc nieco ułatwić sobie, jak i innym - zapoznanie się z moim światem... wyimaginowanym, lecz jakże realistycznym, miejscem, zwanym domem.

***
Ucieczka przed samą sobą
Odraza zmieszana z histerią
Fobia przed byciem "kimś obok"
Kłamstwo w dwóch słowach: "na pewno".

Wiara w wielkie wartości
Miłość i łzy nieszczęścia
Przyjaźń i grzech namiętności
Klęska i strach nienadejścia.

Szansa jedna z miliona
Miliony, egoizm, mamona
Chaos, cisza, dysonans
i My, 
zazdrośni, 
...bez szans...

***

Obiecaj mi.

***

Co do niedzielnej sesji - efekty prac niżej oraz na fanpejdżu.
ZAPRASZAMY.

Wszystkich informacji (w związku z propozycjami zdjęć) udzielam na facebooku, mailowo lub osobiście. Nie wykonuję TFP - kwoty są symboliczne, dogadamy się. 

A niżej 'niedzielna' Magda ;)
pomagała: Ola









"O mój śnie! Zależało mi na tobie,
ale kiedy dotykam gwiazd, one spadają mi na głowę..."

28 maja 2014

"Co­fam się pa­mięcią do chwi­li, kiedy się to zaczęło, po­nieważ wspom­nienia to je­dyne, co mi pozostało."

***

Wielkimi krokami zbliża się lato - czas, który jedni poświęcą na leżing, plażing i smażing; drudzy będą zmuszeni iść do pracy i poddać się ciężkiej harówie; trzeci - zmarnują swoje wakacje siedząc przed komputerem... Najmniej jednak szczęśliwa okaże się grupa czwarta - poprawkowiczów sierpniowych. Za wszystkich, których (niestety) to spotka, trzymam kciuki i życzę powodzenia - w tym również sobie, bo wyników z matur jeszcze nie ma, a nigdy nie wiadomo, czy nie znajdę się  w "grupie szczęśliwców". :)


Tak w ogóle, to dzień dobry! 

Mam nadzieję, że ktoś zdążył zauważyć zmiany wizualne wprowadzone na blogu? ;) Podobają się?

I <3 SUMMER


Moje wakacje trwają w najlepsze od - dokładnie - 15 maja, z tym że na odpoczynek udałam się dopiero dziewiętnastego, a wróciłam wczoraj. Podczas tych (jakże leniwych) dziewięciu dni zdążyłam: odespać czas matur, obejrzeć 2 sezony "Gotowych na wszystko", przeczytać książkę (poradnik?) "Walk tall", podjąć się kilku prób gotowania, zaliczyć skoki adrenaliny w parku linowym, przejść dziesiątki kilometrów "po wszystko i po nic" i... co najważniejsze - spędzić bardzo dużo czasu z S. 

Ponadto - przed wyjazdem - udało mi się ustabilizować kilka kwestii, dokonać wstępnych "porządków" śmietnika emocjonalnego i życiowego oraz usystematyzować plan działania na najbliższe kilka miesięcy. Czuję, że zrobiłam wiele. Ale jeszcze nie podstawiłam kropki nad "i". 

miłość.

Teraz czas się ogarnąć na tyle, na ile czas mi pozwoli; podsumować to i owo (coś na kształt rachunku sumienia i rozliczenia z sobą - ale także i innymi...); rozpocząć... w pełni dorosłe i odpowiedzialne (haha) życie. Ja, dorosłość i odpowiedzialność. OKSYMORON.

*Chociaż czasami mam wrażenie, że muszę odpowiadać za rzeczy, na które nie mam wpływu i nie jestem ich przyczyną. Chcesz dobrze - a wychodzi jak zwykle. "Tak to jest, że mimo dobrej woli, wszystko, co piękne - kiedyś się ..."



Spędziłam fantastyczny tydzień nad morzem. Wypoczęłam - a to najważniejsze...



***


Troszkę umieram - tak w środku.
Nie mam na to wpływu.
Ludzie przychodzą i odchodzą.
Taka kolej rzeczy.
"Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś..."
Nie o wszystkim decydujemy my sami.
Kwestia przyzwyczajenia.
Ucieczka?
Nie sądzę.
Raczej pogodzenie się...
... z bezradnością,
fałszywością,
niesprawiedliwością.
Wyrównanie rachunków...
...z przeszłością.
Rozpoczęcie nowej...
...przyszłości.
W nieco okrojonym składzie.


***

A kiedy wrócisz... mnie nie będzie.
Tak, jak nie ma Cię dla mnie.


***


'Ale mimo to - to kocham, bo to mój kawałek lądu,
bez względu na różniące nas różnice poglądów.'

***



ZAPRASZAM NA ZDJĘCIA

Po prawej - zachęcam do lajkowania fanpejdżu bloga, udostępniania i zapraszania znajomych. ;)

Do następnego!

***




04 stycznia 2014

Magia.

Najgorzej jest stracić grunt pod nogami. Jeśli utrzymujesz się stabilnie - możesz spać spokojnie. Kiedy unosisz się "trzy metry nad niebo" - upadek będzie bolał okrutnie.



Przeżywam pewnego rodzaju demotywację. Wiem, że mam ogrom spraw do załatwienia, multum obowiązków, stos ambicji - a w tym wszystkim przeszkadza mi lenistwo. Chyba za bardzo poczułam wolność. Było to miłe. Bardzo miłe. Poczułam się dojrzale. Chwilowo, co prawda, ale zawsze "coś". Doceniłam to, co mam. Każdego dnia dziękuję za wszystko, co mnie spotyka. A najbardziej dziękuję za te maleńkie i ogromne szczęścia, które otrzymuję bezinteresownie. Jest dobrze. Jest dobrze. Dobrze jest.



Potrzebuję niezależności, samodzielności. Chyba.



Ostatnio, coraz bardziej zastanawiam się nad tym, jak bardzo doceniamy coś po stracie... Zauważyłam, że ludzie z dnia na dzień mnie zaskakują. Oddajemy im jakąś cząstkę siebie - a oni wystawiają nas na próbę. Przegrywamy. Odchodzą. Kiedy życie zaczyna wam przypominać normalność, stabilizację - oni wpieprzają się z buciorami, nie patrząc na konsekwencje. I niby jest okej, bo nie odczuwacie tej ingerencji, ale z drugiej strony... po co komuś niszczyć coś, na co pracował bardzo długo? Na pewne zachowania nie ma bezpośredniego wytłumaczenia, tak jak na pewne pytania nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Bywa. 

Przykro mi trochę, że robi się takie zamieszanie, taki kocioł, z którego mogę wybrnąć tylko i wyłącznie konsekwentnymi decyzjami. Półśrodki nie działają. Chociaż wolałabym nie być tą "złą". Czasami jednak trzeba.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Czas goni. Nieustannie. Coraz częściej łapię się na tym, że nie potrafię okiełznać tego wszystkiego. Ucieka mi coś, co chciałabym żeby trwało wiecznie. Po pewnej rozmowie, doszłam do wniosku, iż dla pewnych spraw "całe życie" to i tak za mało. Wszystko to NIC, kiedy CZASU nam brak...



Do końca szkoły - jako tako - zostało mi nieco ponad 4 miesiące. 
Matura. Praca. Studia. 
Plan idealny. 
Zobaczymy w jakim zakresie uda się go zrealizować. 

S. :*
Ostatni tydzień był przepiękny. 
Gdynia. 
Kocham.





"Ona jest ze mną na 100% tak, jak ja z nią
i pieprzyć to, co o nas mówią, kiedy na nas patrzą.
Ona i ja połączeni wyobraźnią
i językiem ciał, kiedy wszystkie światła gasną.
Aż do rana, gdy się jasno robi znów
i przy zamkniętych powiekach czytamy z ruchu ust.
W takich chwilach zapominasz czym jest ból
szarej egzystencji, która ciągnie Cię w dół..."

22 listopada 2013

Ich lebe für dich. Ich ertrinke in dir. Egocentryzm. Before: próbna matura z Operonem (listopad 2013).

Nie chcę być chamska, bezczelna i arogancka - ale czasami trzeba dosłownie zobrazować, wyjaśnić, że nie każdego miejsce jest tu, gdzie rzeczywiście siebie widzi. Tak bardzo tego nie lubię. Aghr. Kocham i nienawidzę siebie za tę szczerość. Bezwzględną szczerość.

"Co by się nie działo - 
- Świat może poczekać..."


Z przejawami egocentryzmu spotykam się niemal codziennie. Każdy jest gdzieś w duszy egoistą, jednak z biegiem czasu jeden "uczy się" (w pewnym sensie) cech, które pozwalają mu powiedzieć o sobie, że nie jest samolubem. Oj, jak ja uwielbiam to słowo. Samolubstwo ma tak bardzo negatywny wydźwięk, iż ludzie bronią się wszelkimi siłami, by go nie używać. Coraz częściej szukają synonimów, by tylko nie stosować tego z lekka archaicznego wyrazu. 

Narcyzów jest pełno. Co prawda statystyk nie prowadzę, jednak moja zdolność obserwacji i wyciągania wniosków wydaje się działać prawidłowo. Złożoność tej funkcji daje mi gwarancję jednoczesnej systematyzacji nabytej "wiedzy". A to nierozerwalnie łączy się z wyciąganiem wniosków, odróżnianiem faktów od mitów i tworzenie własnej opinii na dany temat. 

Wracając do tematu - trochę sama bronię się przed egocentrykami. Nie lubię, jak ktoś bezpośrednio i bez zahamowań stawia siebie w centrum "świata". Cholernie drażni mnie takie samouwielbienie. Oczywiście, warto mieć wysokie mniemanie o sobie, poczucie własnej wartości - ale nie podpadajmy ze skrajności w skrajność. Jest pewna granica, której staram się przestrzegać. Granica własnego JA. Nic więcej. Nic mniej. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy tak naprawdę dobrze nam z tym poczuciem lepszości, czy nakładamy maski, "wchodzimy w rolę".


"Czasem ludzie to gnoje,
dbają tylko o swoje.
Nie pomogą nikomu.
A trzeba pomóc.
Zabijają wzrokiem pełnym zawiści.
Uważają, że są czyści.
Egoiści..."

Warto by także usystematyzować, czy ludzie wokół nas to przyjaciele, czy tylko i aż znajomi. Rachunek sumienia na dziś.


26 - 29 listopada 2013.

Słów kilka o przyszłym tygodniu, w którym będę zmagała się z próbną maturą. 26 listopada- poziom podstawowy z języka polskiego, 27 listopada- poziom podstawowy z matematyki... - oto, co mnie czeka. Nie powiem, bo trochę obawiam się walki z arkuszem, ale z drugiej strony, będę miała pewność swojej wiedzy bądź niewiedzy. Zdaję sobie również sprawę, że test wydawnictwa Operon jest zdecydowanie inny, niż egzamin właściwy, jednak jest to pewna forma, która na początku stresuje i demotywuje, a później (z górki) napędza do pracy i ułatwia usystematyzowanie wiadomości. Także, trzymajcie kciuki.

Maturzyści - połamania piór. :) 
Przydałby się kopniak na szczęście, by tradycji stało się zadość. 

Powodzenia!



4 wspaniałe miesiące z moim szczęściem...
Kocham Cię.




"Nie żyję w przekonaniu: żyjmy bez złudzeń.
Najlepiej pozbyć się haseł- zbyt wiele nie mówię.
Nie lubię niedomówień, kocham to, co prawdziwe.
A inne rzeczy? Miłość- najdroższą z używek..."



CZEŚĆ!

26 października 2013

Zasada numer jeden. Ciastka (niby) Oreo.

Jakoś nigdy nie miałam większych problemów z pisaniem i mówieniem – głównie jeśli chodzi o wyrażanie własnych poglądów. W sumie, wydaje mi się, że procentuje to obecnie, szczególnie - w sytuacjach trudnych i trudniejszych. Chyba zaczynam uodparniać się na wszelkie (teoretycznie) „lepsze” propozycje sposobu mojego jestestwa. Zasada numer jeden: jeśli nie potrafisz opanować kwestii dotyczących siebie, nie wpieprzaj się z butami w życie innych. 


Każdy – bez wyjątku – miał tę przyjemność lub nieprzyjemność spotkania na swojej drodze osoby, która wie wszystko lepiej, chce pomóc, pokazać nam tę DOBRĄ drogę. Oczywiście z założenia. Jak bardzo irytuje mnie, ciebie, nas – ta pseudo życzliwość? W czym tkwi fenomen doradztwa w sytuacjach, o których nie ma się bladego pojęcia? 

Hm… dziwne, bo jeszcze niedawno sama należałam do osób uważających chęć pomagania innym jako jedno z czołowych zadań (może… pewnego rodzaju misji) swojego bytu. W tym momencie może zostać zarzucona mi infantylność i hipokryzja. Czasami tak bywa. A to, czy się z tym zgodzę, czy nie – nie będzie miało absolutnie znaczenia. 

Dlaczego ludzie tak chętnie chcą uczestniczyć w życiu innych? Do czego są im niezbędne informacje: co, gdzie, kiedy i z kim? Nuda, zazdrość, a może… chore uwielbienie? Śmieszne, aczkolwiek realne… Prawdopodobieństwo, że ktoś zacznie dyktować ci SWOJE plany na TWOJE życie jest bardzo duże. To, czy zdążysz zauważyć, iż działasz według czyjegoś "widzimisię", czy nie – to kwestia czasu. Zazwyczaj przekonujemy się o tym, kiedy jest już za późno. Znam to z autopsji. 


Żebyśmy się zrozumieli – nie mam niczego do zarzucenia „bezinteresownej pomocy” tudzież „dawaniu rad, wskazówek”. Uważam jednak, że czasami wykraczamy poza pewną granicę – ostatnio często nazywaną moralnością. Nie mam na celu krytyki. Nie chcę też wytyczać norm. Nie to mam na celu.



"Gorącej duszy ja ostudzić nie chcę.
Otwieram serce i znajduję szczęście.
Ciągle daleko, a jednak tak blisko.
Nie chcę Cię stracić, wtedy stracę wszystko..."


Wydaje mi się, że „stąpamy po niepewnym gruncie”, szukając zrozumienia, oczekując spotkania osoby, która myśli podobnie. Nic mylnego. Pamiętajmy jednak, iż nie zawsze trafimy na godnego zaufania człowieka. Nie zawsze spotkamy się z aprobatą. Nie zawsze znajdziemy to, czego szukamy…


[...]




Wczoraj trochę kombinowałam w kuchni. Co z tego wyszło?


Ciastka  (niby) Oreo. Najlepsze oczywiście z mlekiem... :)



Składniki:

-1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1/2 szklanki kakao
- 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 i 1/4 szklanki cukru pudru
- 150g masła miękkiego
- 1 spore jajko

Masa do ciastek:

- 100g masła miękkiego
- 1 i 1/2 szklanki cukru pudru
- 1 do 2 łyżeczek cukru wanilinowego (wedle uznania)
- troszkę mleka (na wyczucie).


Masło ucierać mikserem do momentu, aż będzie jednolitą masą. Dodać cukier puder, ciągle miksując. Dodać jajko. Kiedy składniki dobrze się wymieszają - dodać ówcześnie zmieszane ze sobą - wszystkie suche składniki. Utrzeć mikserem do gładkości.

Płytę z piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta formować nieduże kulki, lekko spłaszczać. Ciastka bardzo szybko rosną, dlatego nie może być ich dużo na blaszce. 

Piec około 7-8 minut w około 180 stopniach.
Wyjąć i wyłożyć z papierem na kratkę piekarnika. Poczekać do stwardnienia.

Masa podobnie jak ciastka. Najpierw ucieramy masło. Dodajemy cukier puder i wanilinowy. Na koniec mleko do rozrzedzenia masy.


Masa wychodzi dość tłusta i nie wszystkim będzie ona smakowała. Ciastka bez kremu są świetne z mlekiem. :)

Smacznego!