Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty

18 listopada 2016

Kiedy pytają mnie...


Cisza rozstąpiła się jak kurtyna, 
ukazując kamienie, graty i skorupy,
całe rumowisko 
mojego rozbitego życia.
A potem na dalekim horyzoncie tej wizji 
wyrosła ogromna fala,
zalała to wszystko,
zagarnęła mnie i porwała w otchłań snu.


"Kiedy pytają mnie..." - cytując żartobliwie klasyka - dlaczego to, co piszę, jest pozbawione radości, odpowiadam: jestem chodzącym moralnym kacem, skrywającym się pod Szklanym kloszem. Mówią, że na co dzień się uśmiecham, a potem siadam przed komputerem i wylewam swoje 'gorzkie żale' właśnie tu. I tak, uważam, że to jest najlepsze miejsce na to - nie wszyscy muszą żyć w mojej aurze 'no happiness'. 

W głębi duszy śmieję się trochę z tego, że tak jest to odbierane. Ostatnio nawet M. powiedziała, że miała świetny humor - aż weszła na mojego smutnego bloga licząc na... w sumie nie wiem na co. A uwierzcie na słowo, że ostatni wpis był jednym z bardziej optymistycznych!
I to nie jest tak, że ja jestem ciągle skupiona na swoim wewnętrznym moralnym kacu. Czasami po prostu - jak KAŻDY, absolutnie K A Ż D Y - mam chwile, kiedy 'myślę za dużo'... Moja specyfika jest taka, że albo wygadam się S., albo zamknę swoje wewnętrzne rozdarcie w kilku żołnierskich słowach właśnie tu. Jeden wyrzuci z siebie całą żałość w jakiś typowy dla siebie sposób, a drugi - zachowa dla siebie, zamknie, kotłując w swojej głowie miliony myśli. Potwierdzone info - jak to mówią. Ile razy odebrałeś telefon od kogoś, kto po prostu potrzebował pomilczeć z tobą wiedząc, że jest to dla niego swoistym katharsis? Ja mnóstwo. I cieszę się, że jeszcze ktoś chce ze mną pomilczeć... albo ponarzekać... albo po prostu mówić - o wszystkim, o niczym, dla siebie, od serca. Pozdrawiam A. Komunikat dla ciebie w podziękowaniu za 'bycie' mimo wszystko i zawsze. I ja też jestem, don't forget.

Dobra, koniec narzekania na dziś. Jest 04:17. Czekam na S. - za dwie godziny wróci z pracy, usiądzie przy mnie, przytuli się i błogo zaśnie. Dziś na niego zaczekam. I nie mogę się doczekać. Wstanie o dwunastej - chociaż, znając mnie, moje krzątanie zbudzi go przynajmniej pięć razy. Chyba że zmusi mnie do snu. Nie, nie jestem śpiąca. Chorowałam trochę. Wyspałam się wtedy. Potrafiłam spać nawet czternaście godzin. Z przerwami na kichanie, kaszel i aspirynę. Już jest dobrze. Minęło jedenaście dni mojego szczęścia. Jak się czuję? Dobrze. Jeszcze nic nie widać, ale podobno nie potrwa to długo. Mówią, że może tylko rok, a może nawet krócej. Zobaczymy. Przyzwyczaiłam się do obcego ciała na moich zębach. Nie narzekam na ból - pierwsze dwa dni były ciężkie, ale... mitem jest, że trzeba przerzucać się na jakieś diety, bo nie można jeść. Bynajmniej. Jem niemal wszystko - mniamki, przypomniał mi się przepis na zapiekankę brokułowo-szpinakowo-kurczakową K. Chyba K. Eh... wczoraj narobiliśmy jedzenia na dwa dni. Może w niedzielę zrobię takie pyszoty. S. znowu będzie poza domem, pobuszuję w kuchni - nie przeczyta, na bank - i zrobię niespodziankę. Chyba że przeczyta. Ups. No nic, najwyżej pomoże. Lubi pomagać, chociaż jest małym leniem. Ja też jestem leniem. Najważniejsze, to zdawać sobie z tego sprawę i akceptować.
Uciekam. 

Mam nadzieję, że nie było tak pesymistycznie tym razem - co, M.? :)


Żadna wiara, nawet wiara katolicka,
nie jest w stanie wypełnić człowiekowi całego życia.
Żeby nie wiem jak długo klęczał i modlił się,
to i tak musi jeść trzy posiłki dziennie, 
musi pracować i
żyć wśród innych ludzi.


Polecam książkę Sylvii Plath - Szklany klosz. 
Po wielokroć do niej wracam. Połykam ją w kilka godzin. I zawsze czuję to samo rozluźnienie. Jest błogo. Trafia do mnie. 


Żeby tradycji stało się... 









& wróciłam do tego...



01 lipca 2013

Raz lepiej, raz gorzej.

Różnie jest. Raz lepiej, raz gorzej. Prawie jak na monitorze EKG - co chwila skok, ale czasami ... prosta linia. I wtedy zawsze znajduje się ktoś, kto da mi ... porządny wstrząs. Wracam do normy.


Wakacje rozpoczęte mocnym uderzeniem - kierunek Dźwierzuty. Teraz chwila relaksu, trochę pracy, no i za dwa tygodnie powtóreczka. Mamo, tato ... przepraszam.


Dziś, od samego rana, męczył mnie potężny moralniak. Nie bez powodu, jak się okazuje. Pewne kwestie warto zachować dla siebie, w szczególności, gdy warunki temu sprzyjają. Obecnie jest lepiej, dużo lepiej. Trochę się ogarnęłam, stanęłam przed lustrem i - haha- sama do siebie powiedziałam, że w końcu muszę dać sobie radę, JAK ZAWSZE. I tym razem nie było inaczej, nie myliłam się. ;) 


Z takich przyziemnych rzeczy - kiedyś wspominałam o konkursie fotograficznym, który odbył się u mnie w szkole, i w którym zgarnęłam 2 miejsce. Włączył mi się narcyzm, lekko. ;) Ale nie o tym. W nagrodę otrzymałam MEGA książkę o fotografowaniu i ... sprzęcie. Jestem przemile zaskoczona - to już trzecia książka w tej tematyce do mojej kolekcji. Najlepsze jest jednak to, że jakoś w okolicach moich urodzin, szukałam tego cudeńka w internecie i żadna księgarnia nie miała tego w magazynie, a na allegro jej nie było. Dopiero ostatnio, czyli jakieś 2-3 tygodnie temu, przeglądając strony, znalazłam ją, ale stwierdziłam, że poszukam w moim mieście, może znajdę. I jakoś o niej zapomniałam, zbyt wiele rzeczy miałam w tamtym czasie na głowie. Przeżyłam szok, gdy odbierając świadectwo (swoją drogą spóźniłam się na zakończenie roku szkolnego... przepiękny poślizg...) - wychowawczyni wręczyła mi ten "papierek" oraz książkę. Oczywiście całą już przestudiowałam. Teraz tylko wdrażać wiedzę w życie. :)


Z takich ostatnich nowości, to ... jak obiecywałam, powstała oddzielna galeria moich zdjęć - coś na zasadzie portfolio, gdzie można przeglądać moje prace, niestety bez możliwości komentowania. 

Link załączam tu:   PORTFOLIO
oraz dostępny jest w pasku linków, ciut wyżej.



Tymczasem żegnam się i do zobaczenia za jakiś czas. 
:)
"Za każdym razem rozchodzimy się, by do siebie wracać..."





04 czerwca 2013

"Wybór".

Czwarty czerwca - pozornie zwykły dzień, jeden z wielu wtorków. W praktyce... moment podjęcia chyba jednej z istotniejszych decyzji w moim życiu. Chociaż niepierwszy raz dokonuję tego wyboru - tym razem jestem najbardziej na świecie pewna tego, co wiem, mówię i czuję. 


Nawiązując do "wyborów" - właśnie jestem w trakcie czytania książki, która wzbudza we mnie bardzo, bardzo skrajne emocje. Wydawałoby się, że Sparks (swoją drogą, jeden z moich ulubionych pisarzy...) w żaden sposób nie może mnie już zaskoczyć. Może zbyt pochopnie oceniłam tę książkę, poprzez strasznie nudne rozpoczęcie. Z biegiem czasu uważałam, że jest zbyt przewidywalna. Końcówka udowodniła, że książka to nie tylko początek, rozwinięcie i koniec. Książka to całość, słowo po słowie. Na wagę złota.




Jak to mam w zwyczaju, wyłapałam kilka fragmentów, które w szczególny sposób do mnie trafiają...

"Nękało ją miażdżące poczucie porażki, które kazało jej myśleć, że przed nią jeszcze długa droga, a nie ma mapy, która ułatwiłaby jej dotarcie do wyznaczonego celu..."

"Irytowało ją, że za każdym razem, gdy go widziała, nie potrafiła się oprzeć myśli o nim. Tak jakby jego pojawienie się stale uruchamiało w jej głowie dzwonki alarmowe, a ona żadną miarą nie rozumiała dlaczego..."

"Tak bardzo się różnili, a mimo to w jego obecności dostrzegała możliwości innego życia, którego nigdy nie wyobrażała sobie jako swoje. Życia bez sztywnych ograniczeń, które zawsze narzucali jej inni..."

"Miły, uporządkowany mały świat, który wcześniej stworzyła, nagle runął w gruzy, i rozpaczliwie potrzebowała trochę czasu, by odzyskać panowanie nad sobą."

"Wiódł życie tak kompletnie inne niż ona, a mimo to mówili tym samym językiem, z pewną zażyłością, jaka się między nimi wytworzyła w tak krótkim czasie znajomości."

"Nigdy nie jest za późno, by zmienić bieg wypadków. Ta myśl w równym stopniu przerażała ją, co podniecała..."



Marzy mi się poczucie, że wszystko, co do tej pory zrobiłam, co właśnie robię, i to, co jeszcze przede mną, jest dobrym wyborem. Wyborem, który zaprocentuje ogromnym szczęściem. Tego tylko chcę. Nothing else.



It's not my little life that you want to share,
I was not enough too many times
and now I'm scared.
I have built a solid wall
it was so many years ago,
now you're cracking it.
It's not my little world that you want to see
I am nothing, so there's nothing
to surprise you with.
When you look at me that way, it falls to dust
and I don't care
you're taking over me

Be the dawn of my day,
the sun to my rain
and I'll do the same.

I'll do the same, just stay.


25 marca 2013

Kocham Cię jak wariat.

"Czy mówiłem już kiedyś, że Cię kocham?
Nie?
To kiedyś Ci powiem..."




"Dość mam już pustych dni 
i świąt, których nie było.
Między nami jest coś...
nie zaprzeczaj mi.
Tyle mogę Ci dać.
Solą życia jest miłość.
Boisz się wielkich słów.
To nie wstyd...

Czekam na jeden gest.
Wiara jest moją siłą. 
Jestem pewien, że wciąż 
potrzebujesz mnie. 
Dzień przemija za dniem.
Znów nam siebie ubyło. 
Życie.. .zbyt krótko trwa, 
więc zdecyduj się..."


Dziś jest dziwne. Trochę okrutne, ale ... dobre. Przynajmniej jest mi łatwiej, lżej. Jakoś tak... szybciej duszyczka się zbiera sama w sobie, regeneruje się. Kolejna huśtawka nastrojów, ale wyjdzie mi to na plus...



Taka osobista notka. A teraz romans z moją 'kryminalistką'.
Potem historia i fizyka. Grr.


30 stycznia 2013

Tak, jak Ty mi... do dziś...

Jest tak strasznie trudno pogodzić wybór serca i wybór rozumu. '"Chciałbym ułożyć wszystko - sam jednak nie umiem..."

btw. Będę tęsknić, ziombel.




Tak to czasami jest, że kochamy osoby, które na to nie zasługują. Hm... i nieważne, że tak bardzo przez nie cierpimy. Nie liczy się nic. Nie da się odciąć od czegoś, co jest dla nas tak cholernie ważne. Jest... albo raczej było. I mimo, że teraz dla mnie jesteś już nikim - dosłownie - zawsze, kiedy widzę pieprzoną fejsbukową, zieloną kropeczkę koło twojego imienia i nazwiska - liczę, że... cholera! Że odezwiesz się. Głupie "cześć, co tam?" - jak lekarstwo na wszystko. A może jak narkotyk, który tak bardzo mnie uzależnił. Kiedyś. 




Dziś... jestem spokojna. Mam to, czego chcę. Albo raczej będę miała. Wiem to. Jestem przekonana. Wszystko zależy tylko od nas. To my się wzniesiemy gdzieś tam, gdzie wszystko inne to nic. I - ta pieprzona pewność - że będziesz ze mną, już zawsze, bo... bo mnie kochasz. Kropka.


"Tak bardzo byłaś mi potrzebna, tak bardzo chciałem być
potrzebny Ci, niezbędny - tak, jak Ty mi... do dziś..."

brakuje mi Ciebie.


To żegnam was - lecę odpoczywać, mam nadzieję. ;)




Do zobaczenia.
Berlin, I'm coming.


28 stycznia 2013

Mówiliśmy sobie rzeczy bardziej okrutne...

Z dnia na dzień odechciewa mi się absolutnie wszystkiego. Kwestia ostatnich X-wydarzeń, które miały miejsce - postawiła mnie w punkcie zero. W którą stronę zrobić pierwszy krok, wiedząc, że ze ścieżki wybranej przeze mnie... nie ma powrotu? Oto jest pytanie.


"Lalka" jakoś nie powala fabułą, wręcz jej początek wprowadza mnie w stan panicznej potrzeby snu. To coś, jak czytanie mojego obecnego podręcznika do historii, albo gorzej - fizyki. Tyle, o ile historia  mi wchodzi do głowy, o tyle fizyka - ani grama. Chyba zacznę płakać, bo czeka mnie życie bezrobotnej humanistki... Przeraża mnie przyszłość. To pewne.


  • W czwartek wyjazd, więc nieprędko będzie można się mnie tu spodziewać, bo z tego, co wiem, dostęp do internetu na miejscu jest znikomy. Może przyda mi się taki oddech, uwolnienie od tego pieprzonego syfu, który wokół mnie samoistnie się stworzył. Że tak powiem - nie miałam na to wpływu. Ale jak już zrobiliście ten burdel, to teraz ... mi przyszło go sprzątać, ha.





Coraz częściej sięgam do szkicownika, by nabazgrać jakieś kilka kresek, kropek. Niczym alfabet Morse'a. Wraz z nierozłącznym kompanem - Panem Kakałkiem, moim nowym przyjacielem - Panem Ołówkiem i moimi starymi, ale jakże cudownymi - "Babcinymi Skarpetami" - siedzę sobie, wyjmuję co rusz jakąś nową kartkę, piszę, maluję, bazgram, mażę, rwę, gniotę - i borykam się z problemem dziwnych, ale jakże artystycznych plam na skończonych rysunkach - naturalnie wytworzonych przez mój kochany kubek z Mickey Mouse, wraz z zawartością wyżej wymienionego Pana K. To dziwne, że każda "prac" (o ile to coś, co jest moim tworem - można tak nazwać...) jest dla mnie tak sentymentalna i tak autentycznie ważna, że nie jestem w stanie nawet - mimo wielu niedoskonałości, (i bardzo dobrze o tym wiem, że się nie udała, jest po prostu chujowa...) wyrzucić jej do kosza. 

Często rysuję jedną kreskę, dwie, trzy - i wiem, iż nie osiągnę tego, czego pragnę. To jest jak z czytaniem książki: jeśli początek niespecjalnie Cię porusza, a wręcz usypia - odłóż, przemyśl, czy aby jest sens dalej katować biedne strony jakiegoś sztywno ułożonego brulionu, który teoretycznie miał sprawić, że poczujesz się lepiej. Nie czytajmy książek z przymusu! Nie podchodźmy do lektur szkolnych jak do czegoś, co jest nam narzucone z góry. Jeśli lubisz czytać - z trudem, ale przeczytasz nawet jakieś bardzo nijakie ścierwo. OPS. Albo nie... po prostu niektóre książki naprawdę są beznadziejne. Rozumiem. Niejedną taką "udało mi się zaliczyć". Nie żałuję. Przynajmniej doceniam inne, bardziej ciekawe, według mnie, perełki. Taka dygresja.



- Mam dość, że za każdym razem, kiedy rzekomo twierdzisz, że pan X to przeszłość, wystarczy jego jedno pier****** słowo, a ty ku*** biegniesz na złamanie karku. Sorry, ale tyle razy, ile on już zawiódł, to jakiś cyrk. A ty po raz kolejny mu pokazujesz, że może robić, co tylko chce i mu wybaczysz…

- Przeszłość, przeszłość. Wiem, że tak mówię. WIEM. Wiem także, że nigdy mu nie wybaczę tego, jak się zachował. Wiem też, że to, co zrobił, to cyrk. Ale nie muszę mieć wroga. Nie polecę do niego na skrzydełkach, nie tym razem. On pierwszy rękę wyciąga z przeprosinami.  

- Ostatnio też tak mówiłaś. I co? Nic się nie zmieniło. To jakaś „Moda na sukces”, albo jakiś żart. Inaczej tego nazwać się nie da…


Takie tam, starocie - znalazłam. Chryste. Chyba czas do tego wrócić...



"Tęsknię, choć wiem - nie powinienem.
Zostałem sam jak stoję...
z rozsznurowanymi butami 
mam pełen słoik słonych wspomnień o Tobie..."



26 stycznia 2013

Pozwól mi nie mówić nic i tylko patrzeć.

Nie mam siły dalej zastanawiać się, czy warto. Naprawdę mam dość. Zawirowania emocjonalne, zdrowotne i wszelkie inne - nie pozwalają mi spokojnie zmrużyć oka. Pieprzyć takie coś. Nie chcę  tak dalej...

Paradoksalnie - mogłabym się cieszyć, bo w końcu mam przed sobą morze możliwości. Z drugiej - muszę pamiętać, że nadal jestem tą 'szarą myszką', którą wszyscy traktują z góry. Cóż. Mają ku temu widoczne powody. Czasami jednak położenie jest tak paskudne, że nim się obejrzysz, zostajesz zdeptany, zrównany z podłożem. Nie ma wyjścia. Nie ma ucieczki. Trzeba, bo wpisane jest to w twoją naturę. Cholernie niesprawiedliwe. Nigdy nie może być "idealnie". Zawsze jest - albo paskudnie, albo za dobrze. Czeka mnie podjęcie kilku bardzo niemiłych, trudnych i niewygodnych - dla wielu - decyzji...



"Szósty" Lingas-Łoniewskiej - absolutnie mnie nie zawiódł. Pieprzone książki... tak szybko można się w nich zakochać. Jeśli ktoś lubi książki o tematyce kryminalnej z motywem maniakalnych zabójców, z wątkami romantycznymi i erotycznymi - polecam. Nigdy w życiu nie byłam przekonana do takich "akcji". Nawet nie podchodziłam do książek z takim zakresem tematów. Miła niespodzianka. Na pewno jeszcze do niej wrócę. Na pewno.


"I teraz, gdy w jego życiu pojawiła się Alicja, poczuł, że dopiero teraz może zacząć żyć naprawdę. I to żyć nie tylko swoją pracą i obowiązkami. Ale prawdziwym życiem, przy kobiecie, która jest jego drugą połówką. Tylko najpierw... będzie musiał ją odzyskać, bo tak właściwie jeszcze jej nie zdążył zdobyć, a już ją tracił...."



Coś w środku - nie daje mi spokoju. Ciągle siebie za coś winię, ciągle wytykam sobie błędy. Wiem, że ranię. Kurwa mać, wiem. Jeśli w końcu mam być szczęśliwa, to muszę. Nie mam wyjścia. Przepraszam.



"Nigdy nie mów mi, że noszę wciąż głowę w chmurach,
bo nie mam ochoty na rozmowy o bzdurach..."





24 stycznia 2013

36,6% szansy na normalność.

Po raz kolejny dzieje się ze mną coś niedobrego. Jeśli znowu oprę się o szpital - może być to dla mnie... ostatnia taka próba. Psychiczna próba. Więcej tego nie wytrzymam. Pomocy?


Moje plany ferii z dnia na dzień - legną w gruzach. Wszystko przez autentyczny ból, który towarzyszy mi od jakiś kilku dni. I nie wiem, co dalej. Jakoś sama próbuję sobie z tym radzić. Lekarze w tym mieście... -  bez komentarza.


W związku z tym, że moja zdolność ruchu zostaje ograniczana maksymalnie - wzięłam się za czytanie "Lalki" (co nie idzie mi zbyt dobrze...) i czegoś ciekawszego ze zbiorów O. - "Szósty" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. I szczerze powiem - jestem na rozdziale 9 (zaczęłam czytać około godziny 14...) - i nie mogę się od niej oderwać. Paranoja. Teraz zrobiłam sobie chwilkę oddechu - herbatka, coś do jedzenia, leki... Wracam do książki. Ciut więcej o niej napiszę, jak już doczytam. 



" Nie przypuszczała, że spotka ją coś podobnego, że pojawi się w jej życiu mężczyzna, który będzie wywoływał w niej tak mocne uczucia i pragnienia. I nie było to spowodowane tym, że mężczyzna ów był przystojny i bardzo męski. Nie w tym rzecz. Tutaj było coś więcej. Jakieś wewnętrzne przeświadczenie, że to na niego czekała, że to on był jej przeznaczony..."


Wczoraj sama złapałam się na tym, jak wspaniale jest, gdy wraca coś, co straciliśmy jakiś czas temu. Jak bardzo działa swoista tęsknota za czymś, czego nie mogliśmy mieć, albo raczej mogliśmy, a nie wykorzystaliśmy danej nam szansy. Kwestia tego, że pewni ludzie - mimo setek kilometrów ich dzielących - są mimowolnie dla siebie ważni. Jeszcze nie do końca jestem pewna, dlaczego i pod jakim względem. Dowiem się wkrótce, aczkolwiek ... okropny ścisk w gardle, lekkie drgawki, uśmiech w stronę telefonu i komputera... dziwnie, bardzo dziwnie. 





Jedno pytanie ciągle krąży mi w głowie... Czy można kochać dwie osoby jednocześnie?






15 stycznia 2013

Ponieważ jesteś moim niebem...

Dzisiejsza 'męczarnia' nocna zaważyła na tym, że w szkole zawitać niestety nie mogłam. W sumie, to może lepiej, bo i tak moja obecność tam byłaby tylko w celach czysto wizualno-dekoracyjnych. Umieram...


Noc z Nicholasem wspominam bardzo dobrze. Uwielbiam Sparksa - może dlatego. I "Ocean miłości" mnie absolutnie nie zawiódł. Książka dla wrażliwców - like me. Łzy nieuniknione. Szkoda, że tak szybko się skończył.

Innowacją w moim wykonaniu - dzięki O. - jest ... no właśnie... robienie notatek. W książce. W zeszycie. Na jakiś urywkach kartek na szafce nocnej. Nawet na serwetkach - ażeby cokolwiek zapisać, każde przemyślenie. A kiedy wracam do tego kilka dni później, zastanawiam się, co miałam na myśli. To jest troszeczkę dziwne, bo czasami sama siebie nie rozumiem. Nie potrafię ogarnąć w całość mojego ówczesnego toku myślenia  - a niby znam siebie tak dobrze...a niby było to tylko kilka dni temu. Czuję, że właśnie przez takie zapisywanie moich myśli i spostrzeżeń, kształtuję swoją osobowość, tworzę wspomnienia, restauruję przeszłość i ... zachwycam się teraźniejszością. O jutrze nie myślę. Nie mam w zwyczaju zagłębiać się w to, co będzie. Ważne jest to, co tu i teraz. Wiadomo, że są sprawy, które wymagają planowania, obmyślenia skutków ewentualnych posunięć. Takie przedsięwzięcia warto przemyśleć, warto pomyśleć o jutrze. Jednak. Chociaż z drugiej strony, spontaniczne decyzje uszczęśliwiają bardziej. Aczkolwiek, jak wszystko, ma to swoje złe strony. Nic nie jest czarno-białe. Nic nigdy nie będzie krystalicznie czyste. Nic nigdy nie będzie pewne na sto procent. Zawsze ktoś podważy Twoje stwierdzenie. I trzeba się liczyć z tym, że świat, albo raczej ... życie - nigdy nie będzie proste, nigdy nie będzie łatwe. Będzie sprawiało przyjemności i przykrości. Będzie radowało i raniło. Wznosiło nas pod niebo - i nagle wypuszczało ze swych rąk, ażebyśmy runęli z hukiem o asfalt. Każdy musi być na to przygotowany. Nie ma, że boli...

"Rozstanie z nim było najboleśniejszą decyzją, jaką podjęła w życiu [...]. 
Jakiś czas stała, czekając na jego powrót. Nadaremnie. 
Wiedziała, że nadszedł czas, by iść dalej..."


Sparks utwierdził mnie w przekonaniu, że wracanie do przeszłości - często jest najgorszym, co możemy zrobić. Zatrzymuje to nas w jakimś beznadziejnym punkcie. I tylko siła samozaparcia może spowodować, że ruszymy się dalej. Chociaż ... cholernie trudno jest zrobić krok do przodu, w celu pokonania tego, co było, co spowodowało, że nie żyjemy pełnią życia - warto raz, dwa, osiem ... pieprznąć się w łeb i uświadomić, jaką głupotę robimy stojąc w miejscu. Życie ucieka, bezlitośnie...






"But I'm holding you closer than most...
'Cause you are my heaven.'

08 grudnia 2012

Powrót do przeszłości.

Przeglądając moje ukochane miejsca w pokoju, kartony, szafki, znalazłam wiele bardzo ciekawych rzeczy. Sentymentalnych bibelotów, prezentów, listów, które wywołały uśmiech na twarzy, czasem także łzy. Od różnorakich dyplomów, kartek z ocenami, starych książek - po wiersze, książeczkę urodzenia, walentynki i inne. Bardzo dużo wspomnień... Masa pozytywnych skojarzeń. Hektolitry łez.





Największy uśmiech wywołały na mojej twarzy odnalezione, odgrzebane te dwie książki. Jeden to prezent od taty, drugi od dziadków. Uwielbia się takie cudeńka...



I bardziej aktualne 'starocie'. 



Czasami warto zrobić burdel w pokoju w poszukiwaniu wspomnień - jednocześnie ogarniając burdel w swoim życiu. Stawiać na wspomnienia, nie na nadzieję. Często to pierwsze działa na nas pozytywniej, niż to drugie. U mnie podziałało. Choć przez chwilę mogłam się skupić na tym, co było, wrócić do cudownych wspomnień, które zostaną ze mną na zawsze - niż siedzieć i ględzić, jak to mi źle. Naprawdę. Gorączko, dziękuję za napływ pomysłów!