Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polecane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polecane. Pokaż wszystkie posty

03 sierpnia 2017

Zaproszenie na III. Festiwal Folklorystyczny Jedwabno 2017

Festiwal Folklorystyczny w Jedwabnie to wydarzenie, na którym nie może zabraknąć wielbicieli regionalizmu, etnografii czy handmade'u. Dlaczego warto wybrać się w niedzielę 6.  sierpnia do Jedwabna (woj. Warmińsko-Mazurskie)?



Festiwal organizowany w Jedwabnie to wydarzenie cykliczne, które z roku na rok przyciąga coraz większą grupę uczestników. W znaczącej przewadze są to miłośnicy folkloru i lokalna społeczność, którzy chętnie i licznie przybywają, by współtworzyć to święto muzyki i tańca. 

Imprezie przyświeca misja promowania folkloru przede wszystkim pośród najbliższej społeczności. Ze względu na walory turystyczne Jedwabna i przylegających do niego wiosek jest to również ogromna szansa do zainteresowania kulturą Warmii i Mazur przybyłych gości, spędzających urlop pośród przepięknych, jedwabieńskich okoliczności przyrody. 

W tym roku odbędzie się III. edycja festiwalu. Co roku organizatorzy (Stowarzyszenie Kulturalne "Tanecznik") starają się uatrakcyjniać imprezę. Nieodłącznym i niezmiennym elementem Festiwalu są występy zaproszonych zespołów z różnych regionów Polski. W tym roku wyjątkowym gościem będzie zespół spoza granic naszego kraju. Widzowie będą mieli przyjemność wysłuchać i obejrzeć występ "Kapeli Świętojańskiej" z Sużan - wykonującej pieśni m. in. po litewsku, ukraińsku czy tatarsku.


Podczas Festiwalu odbędzie się jarmark ludowy, gdzie będzie można nabyć wiele ludowych pamiątek, ale także rzeczy codziennego użytku. Pojawią się stoiska z m.in. rękodziełem, rzemiosłem czy ziołami. Przy stanowisku Stowarzyszenia "Tanecznik" będzie można nabyć zaprojektowany przeze mnie kalendarz na 2018 rok ze zdjęciami (w większości mojego autorstwa) Zespołu Pieśni i Tańca JEDWABNO. Jest to unikatowy, niepowtarzalny kalendarz - liczba sztuk OGRANICZONA! 




Na Festiwalu nie zabraknie także atrakcji dla dzieci, które poprowadzą animatorzy ze Szczytna. 

No i najważniejsze - będę tam ja! Więc i was nie może zabraknąć. ;)

6. sierpnia - niedziela - park w Jedwabnie




Zdjęcia do przedstawianych materiałów promocyjnych są mojego autorstwa. 



Poniżej mała fotogaleria zdjęć wykonanych dla Zespołu Pieśni i Tańca JEDWABNO.






20 października 2015

Wśród tłumu ludzi odbijam się od dna...

Najłatwiej byłoby mi złożyć wszystko na jesienną chandrę. Te huśtawki nie są ani przyjemne, ani pożyteczne. Podczas gdy mi brakuje na cokolwiek czasu, nawiedza mnie cholerstwo i siedzi... i siedzi... i siedzi. Dusi. Odbiera chęci. Mieć z jednej strony niedobór wolnych chwil, a z drugiej - nadmiar, który poświęca się głupiemu myśleniu o rzeczach i ludziach z przeszłości. Nie lubię. Bardzo.

Trochę się rozczarowałam? Może 'rozczarowanie' to nie najlepsze słowo. Trochę zwątpiłam. 

Od zawsze wierzyłam w ludzi, w relacje ich łączące, a przede wszystkim w wartości, jakimi ich obdarzałam i jakimi bywałam obdarowywana. Czas jest dobrym weryfikatorem. Okazuje się, że wszystko, w co wierzyliśmy dziecięcą ufnością, w jedną chwilę zamienia się w NIC. Z najważniejszej rzeczy, nagle staje się pustką - niewartą poświęcenia czasu, uwagi, refleksji. "Od święta". Czy to przypadkiem nie nazywa się "doświadczeniem"? 


Człowiek składa się właśnie z doświadczeń i emocji. Te dwa, często ze sobą kolidują. Chociaż emocje mówią nam: idź! - odzywa się rozsądek, odwołujący się do doświadczenia i przypomina, jak wiele złego w naszym życiu wyrządziło owo "coś". Zatrzymujemy się. Ryzyk-fizyk. Albo brniesz w to, licząc się z efektami ubocznymi, albo wycofujesz - żałując, bądź nie. Wybór jest raczej prosty. 

"Wszyscy robimy błędy. Lecz gdy je powtarzasz nie masz prawa nawet do pretensji..."

Nie będę żałować. Rozczulać się. Płakać. 
Po co?


Ściany się burzą, szyby pękają naraz.
Lecę w dół przez błędy wszystkich lat.
Widzę wyraźnie pełne rozczarowań twarze,
a w oczach ból i gniew uśpionych zdarzeń.

Kłamałem więcej, niż kiedykolwiek chciałbym przyznać...
A w moich żyłach płynęła krew zimniejsza niż stal.
Dlatego dzisiaj jestem całkiem sam.
Mój nieznajomy, czy widzisz to, co ja?

Jak to możliwe, że ktokolwiek ufał mi?
Pozornie szczery, lecz nigdy tak, jak dziś.
To samo miejsce, ten sam zmęczony strach.
Wśród tłumu ludzi odbijam się od dna...




17 lutego 2015

Postanawiam poprawę. Proszę o naukę... Nie, wcale nie chcę nauki. Recenzja: MARION - odżywka z olejkiem arganowym i jedwabna kuracja - natura silk do włosów farbowanych.

Cześć!

Chwila moralnego kaca - jak widzicie - działa od czasu do czasu. Raczej rzadko. A nawet... wcale. :) Niemniej jednak jestem, żyję, mam się dobrze i "coś tam" sobie pisuję. To tu, to tam.

Rok 2014 był bardzo pracowity. Nie miałam czasu na żadne podsumowania, dopiero jakoś tak teraz zebrało mi się na wspominki. 

Zakończyłam liceum, zdana matura, mnóstwo stresu, ogrom zawirowań życiowych. Swoją drogą - przypominam sobie jak wylewałam tu żale na ten temat. Czasami żałuję, że polało się tyle złych słów, czasami było wulgarnie - czasami wręcz przesłodko, bywało patetycznie, nostalgicznie i "wesołkowato" też. Moje najdłuższe wakacje w życiu spędzone w najlepszy możliwy dla mnie sposób - częściowo z rodziną, częściowo z najlepszym, co mnie w życiu spotkało... Wymarzone studia - tak, dostałam się na to, na co chciałam... i w sumie tylko taki plan brałam pod uwagę. Nie dawałam sobie nawet wyboru, bo wiem, że narobiłabym sobie niepotrzebnych dylematów. Przynajmniej wiem - jestem tu, gdzie chciałam być, a to, czy zakończy się to powodzeniem zależy tylko ode mnie. 

Po pracowitych wakacjach - cały lipiec i sierpień - odpoczywaliśmy z S. Wybraliśmy się na cudowną "podróż bez celu" z mapą w ręku. Spontaniczny trip, a jakże przemiło. Potem jeszcze trochę wypoczywaliśmy. Później było tylko ciężej - wizja mieszkania poza domem, mega odpowiedzialności za siebie, odnalezienie się w nowym miejscu, wśród nowych ludzi... a już chyba gdzieś mówiłam, że nie należę do osób, które lubią nowości... Jakoś się jednak udało. I tak trwam od października na wydziale humanistycznym Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego na I roku filologii polskiej. Bywa ciężko, czasami wręcz tragicznie. Konieczność stawienia czoła bandzie rozwrzeszczanych 6-latków - też okazała się nie lada wyzwaniem. To trochę tak, jakbyś małego, słodkiego pluszowego misia wrzucił do klatki z tygrysami. Nikt nie wie, na czym to polega- ale wszyscy wiedzą, jak to się kończy. Były momenty przegrania "systemu" - patrz: mój mózg. Bywały zarwane noce, powiedziałabym, że nawet czasami nie przeszkadzał mi brak snu. Najgorsze jednak w tym wszystkim są chyba podróże:  *Po pierwsze te na wydział i z wydziału; **Po drugie te do Szczytna i ze Szczytna (jestem czasami, nawet często - lubię wracać, wiem, że ktoś tu na mnie czeka...); ***Po trzecie te do Gdyni (ale te są chyba najpiękniejsze - wizja osoby czekającej z niecierpliwością tylko na ciebie, dbająca o twoje bezpieczeństwo - co chwilę dowiadująca się o twoje obecne położenie... bezcenna. Uwielbiam Trójmiasto. Uwielbiam Gdynię. Uwielbiam mężczyznę mojego życia.) i ****Po czwarte te z Gdyni - i te są cholernie trudne, najtrudniejsze. 

Wiesz, jak to jest nie mieć czasu na nic? Mówisz: "Mam w tym roku maturę, więc wiem!";? Na pewno tak mówisz, też tak "paplałam".  Haha. TERAZ: Bywają dni, że nie masz chwili by zjeść, nie możesz sobie pozwolić na zmarnowanie choćby kilkunastu sekund, które mogą okazać się kluczowe. Niewiele jest takich momentów, ale jednak są. Studia uczą... Z jednej strony tego, co zakładają, że mają nauczyć. Z drugiej... czegoś więcej. Uczą życia #Paulo Coelho. Tak kiczowato, grafomańsko, ale rzeczywiście tak jest. Nagle okazuje się, że jeśli sobie nie ugotujesz, to nie będziesz miał obiadu - ogromny smutek w mym sercu z tego powodu, że nigdy nie czeka na mnie ciepły obiadek... Istnieje też wersja dla upośledzonych żołądkowo - fast foody, zawsze jest to jakieś tam wyjście. Nagle okazuje się, że jeśli nie pozmywasz po sobie, to nie będziesz miał na czym jeść czegoś, na co ewentualnie: 1) będziesz mógł sobie pozwolić (#pieniądze) 2) będziesz potrafił ugotować i będziesz miał na to czas 3) będziesz jadł z brudnego talerza (#tak bardzo ekologicznie...) I nagle okazuje się, że jeśli nie śpisz tyle, ile spałeś wcześniej lub nie śpisz przez x-dni - to nic! Dowiadujesz się, jak wiele energii ma twój organizm i jak bardzo jesteś niezniszczalny. Na szczęście jest też sesja. Dla zwycięzców  (jestem zwycięzcą! zwyciężczynią - wersja dla feministek) jest to taki czas, kiedy ładujesz akumulatorki na kolejny semestr, odsypiasz wszystkie nieprzespane noce - 3 tygodniowe ferie to także czas nadrabiania zaległości: serialowych, relationships (znajomi, znajomi, rodzina, znajomi), imprezowych - ale przede wszystkim... sennych, co warto podkreślać na każdym kroku. 

Moje "ferie" spędziłam częściowo w domu, częściowo u S. Przecudowny czas z najcudowniejszym mężczyzną na Świecie. Uwielbiam.



<3

Mamy wtorek - zatem pozostało mi kilka dni laby. Już powoli wracam do łask nauki, rozgrzewania mózgu i takie tam. Trochę pracy mi jeszcze zostało, a i już "zabukowanych" jest kilka terminów kolokwiów tak na 'dzień dobry' po tak długim odpoczynku. Regeneruję się dalej. 

Tymczasem!


***


Kasia ciągle coś tam tworzy mi na głowie. Włosy ciągle rosną, staram się utrzymać je w jak najlepszej kondycji - choć różnie to bywa. Trafiłam ostatnio na takie malutkie cudeńko (a nawet dwa!), które spełniają moje oczekiwania w każdym calu. 




1. Ultralekka odżywka z olejkiem arganowym. MARION - 7 efektów. 120ml / 7-8 zł. 
Do kupienia w m.in. w "Stokrotce".
ZALETY: Ułatwia rozczesywanie i układanie włosów. Nie przetłuszcza! Przyjemny zapach. Efekt natychmiastowego "ogarnięcia" puszących się włosów. 
WADY: Nie odżywia włosów u nasady.

Bardzo polecam!

2. Jedwabna kuracja - natura silk. MARION. Do włosów farbowanych. 15 ml / 8zł.
Do kupienia w każdej drogerii.

Zacznijmy od tego, że nie mam farbowanych włosów - czasami odżywiam je szamponem koloryzującym, co (akurat na moje włosy) działa niesamowicie. Z resztą o tym też kiedyś wspomnę...
Preparat kupiony w celu podbudowania struktury włosa po częstym myciu i suszeniu gorącym powietrzem suszarki. 

ZALETY: Mega wydajny, cena też super jak za takie cudeńko. Jeśli ktoś zmaga się z poniszczonymi końcówkami czy "przerostami" na długości włosa - polecam. Idealnie nabłyszcza, efekt zadbanych włosów widoczny niemal od razu. Kolejny kosmetyk o fajnym "salonowym" zapachu. Widoczna poprawa w kwestii elektryzowania się włosów!
WADY: Nie należy stosować codziennie. Pozwalam sobie od czasu do czasu, by nie obciążać włosów. Za częste stosowanie i zbyt duża ilość nałożonego kosmetyku przetłuszcza włosy.





Zapraszam: ZAPYTAJ

17 września 2014

"Widząc swoimi oczami nową rzeczywistość - zmieniasz to, jak widzisz siebie, zmieniasz absolutnie wszystko..."

Chciałabym mieć możliwość spojrzenia na ten pieprzony teatr z nieco innej perspektywy, niż dotychczas. Mimo, że staram się obiektywnie oceniać wszystko, co w jakiś sposób mnie nurtuje, to i tak nie jest to dość wystarczające. Przerost ambicji?







Nie chcę narzekać na moje obecne położenie. Zero prywaty w tej części wpisu. Chodzi mi raczej o ukazanie dwóch stron medalu- a raczej... problemu, jakim jest brak umiejętności trzeźwego postrzegania świata, przyjmowania klęski i wyciągania wniosków. O tych daleko idących nie wspomnę...


Trochę wkurza mnie (miało być zero prywaty...) ta coraz bardziej zauważalna tendencja ludzi uważających swoje zdanie, myślenie za jedyne i najlepsze. Czy wobec tego wyrosło pokolenie geniuszy? A może - kolokwialnie - "dawno wojny nie było i ludziom w dupach się poprzewracało"?


Oj, słowo "wojna" chyba jest nie na miejscu.



Troszeczkę emocjonalnie teraz...

Wiecie, jak to jest obudzić się pewnego dnia z myślą, że zmarnowało się kilka lat swojego życia? Ja wiem. Jakoś niespecjalnie ruszyła mnie sama kwestia utracenia czegokolwiek - tylko bardziej tego, że w ogóle przeszło mi takie coś przez głowę. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Było to cholernie dziwne uczucie. Nie będę teraz jakoś specjalnie rozpisywać się w temacie samego zmarnowania 'najlepszego czasu mojego życia'... Nie o to chodzi. Autorefleksja. Czyżby?


MIŁOŚĆ <3


Niedawno 
( hah, jakieś dwa tygodnie temu) 
wróciłam do domu, 
po ponad dwóch miesiącach 
nieobecności. 
Nareszcie upragniony urlop.


* Na zdjęciach migawki z naszej podróży do Bydgoszczy. 



'Musisz oczy dookoła głowy mieć, panoramę,
odnaleźć to, co dawno zapomniane jest...'



Przypominam, że zapraszam na zdjęcia! 
* Jestem dostępna do końca września w Szczytnie i Olsztynie (na wyciągnięcie ręki). Od października wyłącznie Olsztyn i Gdynia.

Ze względu na coraz mniej czasu wolnego, (na pisanie) blog "Chwila moralnego kaca" nie będzie funkcjonował tak, jak kiedyś. Najprawdopodobniej zostanie usunięty. 
Dlatego...
*Zapraszam na fanpejdż facebook'owy, - link po prawej stronie, gdzieś na górze - gdzie możecie śledzić aktualności, takie jak: nowe sesje, zlecenia, oferty. 


Jeszcze się nie żegnam.
Za jakiś czas.
'Tak się trudno rozstać...'




Do zobaczenia!


25 czerwca 2014

Pofrunę za Tobą...

Ciężko jest lekko żyć, jak to mówią. Coraz ciężej także odnaleźć prawdziwe JA w tym tłumie ludzi tak różnych, tak zmiennych, tak niestabilnych i częstokroć nierealnych.Wtopić się w tłum? To nie dla mnie. Wyróżniać? Tym bardziej. Znaleźć magiczny środek - ot zadanie, mission impossible.


Trochę się pozmieniało w moim życiu. Roszady niczym w najzacieklejszej partii szachów. Szach mat, moi drodzy. Byłam pierwsza. A może ostatnia?

Nie odczuwam znaczącego dyskomfortu ze względu na wiele wydarzeń, które ostatnio miały miejsce. Nie jestem też jakoś bardzo zniesmaczona zaistniałymi sytuacjami. Niczego za nic nie winię. Tak miało być, najwidoczniej. Trochę szumi mi w głowie, gdy o tym pomyślę, tak z lekka z boku. Argumenty i kontrargumenty. Racje i "lepsze" racje. To wszystko jakoś tak dziwnie na mnie działało. Teraz tylko uruchamia pewnego rodzaju wewnętrzną bombę, od której - na szczęście - udaje mi się "odciąć" odpowiedni kabelek i zniwelować straty... psychiczne po części, ale też te fizyczne wbrew pozorom. Bo są. Są i dają o sobie znać za każdym naruszeniem tego pieprzonego włącznika detonacji. Czasami nie chce się nic. A czasami chce się aż nadto. I w sumie nie wiem, co gorsze. Ale... najlepsze jest to, że podoba mi się taki stan. Tak cholernie wszystkowdupizm.



***

Wczoraj przeżyłam (chyba) najgorszą podróż życia. Nic nie zapowiadało tak fatalnego przebiegu mojej niemal 5-cio godzinnej eskapady. 

Począwszy od mojej senności ("obudzić się" o szóstej, a szósta pięćdziesiąt cztery być już w trasie - to niemały wyczyn, jak na mnie), poprzez cholerną zmienność temperatury (wsiadając do pociągu było mi przegorąco, po 15 minutach myślałam, że przetransportowali mnie na Syberię) kończąc na mojej nienawiści do smrodu papierosowego - a dosiadły się trzy kobiety w średnim wieku, jak mniemam weteranki spożywania hektolitrów czarnej fusiastej kawy i palenia sześciu paczek papierosów dziennie. Błagałam, żeby wysiadły jak najprędzej. Suma sumarum - głowa boli mnie do tej pory, a ten "zapaszek" odczuwam za każdym razem, gdy o tym pomyślę. Także już nie myślę.

Pozdrowienia z TLK


***

Z piękniejszych kwestii tego przemiłego, przezabawnego i "dziwnego" długiego weekendu, spędzonego nad polskim morzem - to... KONCERT.
Pomimo paskudnej pogody, było przecudownie. Spotkać, usłyszeć, patrzeć na człowieka, który tak wiele zmienił w twoim życiu, pomimo że absolutnie nie wie o twoim istnieniu - nie do opisania. Mankament: nie mogłam wnieść aparatu na teren koncertu, ale S. uwiecznił maleńką część mojej bezwarunkowej miłości do tego Pana :D.



***

MIŁOŚĆ <3




"Tyle mi wiedzieć, wypełniasz moje dni.
Za rękę trzymasz, patrzysz, słuchasz mnie... jak nikt."


***

A teraz - punkt kulminacyjny, czyli nasze dzisiejsze sesyjne pstryki.
Pomimo paskudnej - czasami - pogody, podołałyśmy... jak widać.

Modelowała: Wiola
Pomagała: Kasia
Makijaż & zdjęcia: ja.

BACKSTAGE'owe :)








A w piątek już wyniki matur... trzymajcie kciuki.



19 czerwca 2014

'I w takich dwóch godzinach zamyka się ta chwila...'

W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy ma dość kompletnie wszystkiego... i wszystkich. I chyba taki moment nastał w moim życiu. Z jednej strony się cieszę, że teraz, a nie za 3 miesiące. :))

Etap pewnego rodzaju pobłażania, potulności - w moim wykonaniu - właśnie minął. Cieszę się bardzo, że (w końcu!) mam szansę BYĆ. Wiele osób, rozmowami, pomogło mi dojść do pewnych faktów, które ostatecznie wyprowadziły mnie z tego dziwnego miejsca mojego ówczesnego mentalnego pobytu.


Przez pewien okres czasu, trwałam w takim dziwnym poczuciu spokoju. Cisza przed burzą? Czyżby? Uwielbiam takie chwile w moim życiu, kiedy nie mam czasu na "myślenie". Jestem wówczas tak pochłonięta pracą, że nie liczy się nic, tylko zadanie do wykonania. Ostatnio narzekałam na zmęczenie po piętnastu godzinach pracy... a wynikało to z mojego zastoju fizycznego i psychicznego - po części. Dawno nie pracowałam, a taki kilkunastogodzinny wycisk był mobilizujący. Nieważne, że następnego dnia nie mogłam się ruszyć z łóżka przez wiele godzin. Nieważne, że moje nogi i kręgosłup odmówiły posłuszeństwa. Nieważne. "Mała Ala" musi być silna. Wewnątrz i na zewnątrz. :)


"Sukces ma wielu ojców.
Porażka jest sierotą."
Pozdrówki.


W piątek ruszam w trójmiejski trip, na weekend. Cieszę się z faktu, że w końcu będę mogła być na koncercie artysty, którego cenię, nie tylko za jego twórczość, a przede wszystkim za to, jakim człowiekiem jest i co sobą reprezentuje. Nie mogę się doczekać! Jakaś mini relacja na pewno zostanie uczyniona.

23 i 24 czerwca daję sobie na uporządkowanie świata wokół mnie. 
25 czerwca ruszam z nowymi projektami - ale niech to będzie niespodzianka :)
26 czerwca histerycznie walczę o przetrwanie i 82 z polaka.
27 czerwca idę na ścięcie.

A od 28 czerwca - bon voyage! Witaj przygodo! Ciężko pracujemy :). 


A niżej trochę ostatniej sesji i zlecenia z baliku :)
modelowała: Madzia :)






balik :))










Kiedy żal ci chwili by się spotkać.
Wierzysz w prawdy, wynik że to norma.
Ślepy czas znikł, zanim życia rozkład.
Ile minut ci zostało by być bliżej końca?



Do zobaczenia! :*


06 grudnia 2013

Zimowo, "Mikołajkowo". O moich dzieciach.

Nie wiem, czy wspominałam już o swoich dzieciach- najukochańszych, bardzo bliskich memu sercu... Są bowiem rzeczy, które personifikuję, ze względu na ich istotność bycia w moim życiu. 

Po pierwsze - realizacja hobby, czyli moje najważniejsze dziecko - aparat. Kwestia druga, obecnie utrudniająca mi życie - laptop, którego zostałam w pewien sposób pozbawiona. W tej chwili korzystam z komputera stacjonarnego, a nawet nie wiecie, jak nienawidzę pisać na tej klawiaturze! Nieważne, nie o tym miało dziś być. ;)

Pewnie nie macie w domu okien, więc wszem i wobec ogłaszam: MAMY ZIMĘ. Akysz, idź sobie, skąd przyszłaś. Nie lubię, jak jest mi zimno. Nie lubię śniegu. Nie lubię nosić czapki zimowej. Nie lubię, nie lubię, nie lubię...

Goddamn.

6 grudnia uważane jest powszechnie za święto. Niewielu jednak wie, że zostało ono ustanowione na pamiątkę śmierci Świętego Mikołaja, czyli biskupa. Nie miało ono nic wspólnego z obdarowywaniem czymkolwiek kogokolwiek. Ciekawostką jest, że (bodajże) w Holandii, jedynymi "prezentami", jakie otrzymywały dzieci, był dzień wolny od szkoły. Dawno i nieprawda. ;) 

Rodzice już od najmłodszych lat wmawiają nam istnienie starszego pana, z długą, białą brodą, ciągniętego na saniach przez swoje renifery, "włamującego" się do domu przez komin z wielkim workiem prezentów. Nic mylnego, przecież Mikołaj istnieje i ma się dobrze! 

I jak my mamy być "PRZYKŁADNYMI OBYWATELAMI", jeśli od małego uczymy się, że chodzi sobie stary dziad, włamuje się do domu, zostawia jakiś drobiazg, a wszyscy go za to kochają?



ENJOY.

Znienawidziłam święta, gdy podczas jednej z Wigilii, poproszona o podejście do "Mikołaja", usiadłam mu na kolanach - i w ramach żartu- pociągnęłam go za brodę, która okazała... wiadomo. Życie straciło sens.



Nie powtarzaj mi, że to nieważne. Wierzę w każde słowo, jak w Ciebie.
Jesteś numerem jeden dla mnie, a Ty na poważnie tego nie bierzesz.
Zanim zaczniesz się wahać-zobacz gdzie jestem, daję Ci wszystko.
Nadal niezmiennie mogę być wszędzie, a wciąż jestem blisko...


22 listopada 2013

Ich lebe für dich. Ich ertrinke in dir. Egocentryzm. Before: próbna matura z Operonem (listopad 2013).

Nie chcę być chamska, bezczelna i arogancka - ale czasami trzeba dosłownie zobrazować, wyjaśnić, że nie każdego miejsce jest tu, gdzie rzeczywiście siebie widzi. Tak bardzo tego nie lubię. Aghr. Kocham i nienawidzę siebie za tę szczerość. Bezwzględną szczerość.

"Co by się nie działo - 
- Świat może poczekać..."


Z przejawami egocentryzmu spotykam się niemal codziennie. Każdy jest gdzieś w duszy egoistą, jednak z biegiem czasu jeden "uczy się" (w pewnym sensie) cech, które pozwalają mu powiedzieć o sobie, że nie jest samolubem. Oj, jak ja uwielbiam to słowo. Samolubstwo ma tak bardzo negatywny wydźwięk, iż ludzie bronią się wszelkimi siłami, by go nie używać. Coraz częściej szukają synonimów, by tylko nie stosować tego z lekka archaicznego wyrazu. 

Narcyzów jest pełno. Co prawda statystyk nie prowadzę, jednak moja zdolność obserwacji i wyciągania wniosków wydaje się działać prawidłowo. Złożoność tej funkcji daje mi gwarancję jednoczesnej systematyzacji nabytej "wiedzy". A to nierozerwalnie łączy się z wyciąganiem wniosków, odróżnianiem faktów od mitów i tworzenie własnej opinii na dany temat. 

Wracając do tematu - trochę sama bronię się przed egocentrykami. Nie lubię, jak ktoś bezpośrednio i bez zahamowań stawia siebie w centrum "świata". Cholernie drażni mnie takie samouwielbienie. Oczywiście, warto mieć wysokie mniemanie o sobie, poczucie własnej wartości - ale nie podpadajmy ze skrajności w skrajność. Jest pewna granica, której staram się przestrzegać. Granica własnego JA. Nic więcej. Nic mniej. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy tak naprawdę dobrze nam z tym poczuciem lepszości, czy nakładamy maski, "wchodzimy w rolę".


"Czasem ludzie to gnoje,
dbają tylko o swoje.
Nie pomogą nikomu.
A trzeba pomóc.
Zabijają wzrokiem pełnym zawiści.
Uważają, że są czyści.
Egoiści..."

Warto by także usystematyzować, czy ludzie wokół nas to przyjaciele, czy tylko i aż znajomi. Rachunek sumienia na dziś.


26 - 29 listopada 2013.

Słów kilka o przyszłym tygodniu, w którym będę zmagała się z próbną maturą. 26 listopada- poziom podstawowy z języka polskiego, 27 listopada- poziom podstawowy z matematyki... - oto, co mnie czeka. Nie powiem, bo trochę obawiam się walki z arkuszem, ale z drugiej strony, będę miała pewność swojej wiedzy bądź niewiedzy. Zdaję sobie również sprawę, że test wydawnictwa Operon jest zdecydowanie inny, niż egzamin właściwy, jednak jest to pewna forma, która na początku stresuje i demotywuje, a później (z górki) napędza do pracy i ułatwia usystematyzowanie wiadomości. Także, trzymajcie kciuki.

Maturzyści - połamania piór. :) 
Przydałby się kopniak na szczęście, by tradycji stało się zadość. 

Powodzenia!



4 wspaniałe miesiące z moim szczęściem...
Kocham Cię.




"Nie żyję w przekonaniu: żyjmy bez złudzeń.
Najlepiej pozbyć się haseł- zbyt wiele nie mówię.
Nie lubię niedomówień, kocham to, co prawdziwe.
A inne rzeczy? Miłość- najdroższą z używek..."



CZEŚĆ!

08 listopada 2013

Dwieście.

Eh... dwieście notek. Dwieście kwestii - od błahych, do tych bardzo, bardzo ważnych. Plan usunięcia bloga był. BYŁ. Przeminął. Do odwołania.


Wszystkim i każdemu z osobna, kto tu zagląda - należą się podziękowania. Mam mega satysfakcję z tego co robię. Daje mi to wiele frajdy - a motywacją jest fakt, że są ludzie, którzy wchodzą (raz, czy kilka razy) zostawiają cząstkę siebie. Przemiło. Oby tak dalej. :)

Z takich ostatnich (nieco przedawnionych) NEWS'ów:
Ku mojemu zdziwieniu... zajęłam III miejsce w "Młodzieżowym Festiwalu Filmowym <Moja przestrzeń> w Olsztynku". Ogromne zaskoczenie, ale i radość, że mimo wszystko ktoś docenił wysiłek i pracę, jaką włożyłam w ten film. Było ciężko, wierzcie mi. Początkowo miałam nawet nie wysłać pracy, pomimo wcześniejszego zgłoszenia. Pewne "zawiłości". Skupiłam się i ... zrobiłam. Efekt - jak widać. :)





Trailer możecie zobaczyć tu:



Najbardziej na świecie nienawidzę tego uczucia, jaki prześladuje mnie od kilku dni. Taka huśtawka, która nie może się zatrzymać, a ktoś z premedytacją ją napędza. Może jestem przewrażliwiona, może pewne kwestie rozumiem zbyt dosłownie i zbyt poważnie do nich podchodzę. BYĆ MOŻE. Nie wiem jednak, jak nad tym zapanować. Najchętniej, to wyszłabym z domu - sama - i wróciła za 3 dni, zregenerowana. Marzenie... 

"I wyjdę rano - niby po chleb..."

Potrzebuję zatrzymać się. Na sekundę. Sama.
 A może cofnąć o krok?
 Przydałoby się.


Chyba nie obchodzi mnie już zdanie osób, które moje wpuszczają jednym uchem, jednocześnie drugim wypuszczając. Ile razy można walczyć z wiatrakami? Ile można pchać ten "głaz" pod górkę, kiedy on ciągle spada, a nam ZWYCZAJNIE brakuje sił? Ile razy można próbować zacząć latać, kiedy skrzydła nie wytrzymują i ... po prostu lądujemy ryjem w stercie śmieci, zwanej rzeczywistością? Cholera wie. Niech Cholera podpowie.

"Zbiera się na deszcz z naszych oczu."


Cześć. 
PS. DZIĘKUJĘ!

Mój dzisiejszy stan emocjonalny?
Proszę:


"I walcz- oraz nawet ze sobą i ze mną.
Nie mamy na tym świecie niczego prócz nas..."

13 października 2013

Speak in whispers, if you talk about love.


"Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości."


Rozmowa. Rzecz, której coraz częściej brak w codziennym życiu. Dar konwersacji zaczyna zyskiwać na wartości, ale przegrywa ze swoimi internetowymi odpowiednikami. Dlaczego tak ciężko nam rozmawiać? Dlaczego łatwiej mówić nam "pisząc"? Czy zawsze tak było? Czy zawsze już tak będzie?


To ogromny test dla nas samych, czy potrafimy jeszcze rozmawiać i na ile potrafimy wyrazić to, co chcemy powiedzieć, mówiąc - nie pisząc? Każdy, indywidualnie jest w stanie określić, czy jest dobrym oratorem. Wiele zależy od cech charakteru - jeden może mówić ciągle, drugi ceni sobie milczenie. Obie "grupy" łączy fakt, że mają swoje dobre i złe odpowiedniki. Można mówić dużo z sensem lub bezsensu. Można nie mówić nic, bo nie ma się nic do powiedzenia lub ... nie chce się wychodzić przed szereg z własną inicjatywą. Tych pierwszych (jednak) spotkać można częściej.


Ja z charakteru jestem gadułą. Mam swoje zdanie na (niemal) każdy temat i częściej je mówię, niż rzeczywiście powinnam. Problem jest z moją skrajnością w poglądach i z tym, że bardzo rzadko udaje mi się zgodzić z kimś w jakiejś kwestii, kiedy od dawna mam inne spojrzenie na tę sprawę. Pierwszy przykład z brzegu, ale jakże mi bliski: "Przyjaźń damsko-męska". Od bardzo dawna wychodzę z założenia, że jest to nierealne, niemożliwe, nie istnieje - mimo że wiele osób (swoją drogą bardzo mi bliskich, ale również też zupełnie obcych) próbowało mi uświadomić, że się mylę. Moje zdanie jednak nie ulega zmianie. Jeśli czegoś jestem pewna - trzymam się tego.


Dlaczego dziś łatwiej nam coś napisać, niż powiedzieć? Czy boimy się reakcji, krytyki? Czy może potrzebujemy czasu, by poznać swoje intencje, zanim coś napiszemy? Trochę tego nie rozumiem. Może chodzi o to, że nie mam trudności z nawiązywaniem kontaktów - w takim sensie, że nie jest dla mnie problemem poznanie kogoś nowego. Wiem jednak, że bardziej skomplikowane jest dla mnie utrzymanie znajomości. Ale na to wpływ ma wiele innych czynników... Dziś wszystko ogranicza się do minimum. Również kwestia rozmów spadła na drugi plan. Nikogo nie dziwi już fakt, że wszystkich można znaleźć w internecie i od tak się z nim skontaktować, choćby był na drugim końcu Świata. Kiedyś, by mieć kontakt z kimś, kto był dziesiątki czy setki kilometrów od nas, potrzeba było cierpliwości, wytrwałości i zaangażowania - ponadto kartka papieru i coś do pisania. Dziś - wystarczy mieć telefon, komputer i konto na portalu społecznościowym.


Trochę się martwię, że to już tak zostanie. Przestaniemy ze sobą rozmawiać, a zaczniemy komunikować się kodami, hasłami, emotikonami, które będą znaczyły więcej, niż słowa. Sztuka konwersacji, która obecnie walczy o przetrwanie, będzie miała sens, jeśli będziemy o nią dbać, szanować i starać się, by nie odeszła do lamusa.


Szept to też rozmowa. Najpiękniejsza z pięknych.



"Chcę Ci powiedzieć, że zawsze będę Cię kochał..."

15 września 2013

Nie ma nikogo, jak Ty...

Trochę ostatnio mało czasu mam na cokolwiek, dlatego też tak rzadko tu piszę. Szkoła, sen, szkoła, sen - i tak w kółko. Czasami mam dość. 

Za pasem dopiero drugi tydzień szkoły, a ja już wysiadam. Praktycznie każdy dzień wygląda tak samo: od poniedziałku do piątku katuję mózg, a w weekendy odsypiam. I tak, jakże kolorowo, mija mi kolejny tydzień. Bywa. Czekam tylko do świąt, a później ferii, żeby choć na chwilę odpocząć od myśli o maturze, studiach etc.

W piątek wybyliśmy z A. na koncert. Swoją drogą było PRZEkozacko. Także tego, do spełnienia zostało jeszcze jedno, chyba najważniejsze marzenie, czyli ... koncert OSTR. Oby jak najszybciej. ;)




Jakoś więcej za tydzień...




"Zostań, potrzebuję Cię tu.
To, co w sobie mam, tylko ciągnie mnie w dół...
Zostań, poukładaj mi sny.
Jeden z nich na pewno to my!"



Szczęście, dużo szczęścia.

30 sierpnia 2013

NAJLEPSZE WAKACJE W ŻYCIU

Moje wakacje, co prawda już teoretycznie zakończone, okazały się jednymi z tych, które wniosły do mojego życia wiele, wiele zmian. Dobrych i złych. Ciekawe doświadczenia, dużo pracy, z dna na szczyt. Generalnie jak w kalejdoskopie. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...


"Jeśli ma być to miłość, jestem pewny, by być z nią..."

Część pierwsza - dziwny lipiec na Mazurach, w domu. Klasyczna nuda, spanie do 14, nic specjalnego. 
Część druga - wspaniały sierpień, Jurata, praca, szczęście.

Swój miesiąc życia nad polskim morzem wspominam ... przecudownie. Trochę pracowałam, trochę odpoczywałam. Suma sumarum - robiłam wszystko, by uprzyjemnić sobie wakacje - ostatnie, pełne wolności. 



Od września zaczynam ostatni rok liceum. Matura i te sprawy. Tak bardzo nie chce mi się tam wracać. Tak bardzo, bardzo. Mimo wszystko wiem, że jeśli odpowiednio się do tego przyłożę, szanse na zrealizowanie pewnych planów diametralnie wzrosną, a ja - mimo że już jestem - będę jeszcze bardziej szczęśliwą osóbką stąpającą na tym świecie. Myślę, że wiele mi już nie potrzeba. Mam wszystko. Naprawdę. I bez wahania mogę stwierdzić, że znalazłam swój raj na ziemi.



Z tego miejsca, chciałam podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, co jest teraz - do tego, JAK jest teraz. A że jest WSPANIALE - to mam za co dziękować.

I przepraszam moje współlokatorki z Juraty za pobudki o 5:20 moim Dizzee Rascal'em. :)
Kocham Was!

Więcej o tym i tamtym - jak znajdę trochę czasu. 
Hasta la vista, kocham ten stan.









"Bo tylko z Tobą widzę ja sens tu..."