Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makro. Pokaż wszystkie posty

23 czerwca 2013

Każdy kolejny dzień to niepewność.

Sobotnio-niedzielna noc była ... cudowna. Świętowaliśmy pełnoletność O., która urodziny - tak naprawdę - ma dopiero za ... tydzień, niecały. 


Pomijając kwestie, które przyprawiły mnie o maksymalną irytację, wszystko (no prawie) potoczyło się tak, jak chciałam. Niespodzianką wieczoru, był ... powrót do przeszłości. Burzliwej przeszłości, która nie skończyła się happy endem, ale mam wrażenie, że "Przygoda nadal trwa.". Nie wiem, na ile sobie uroiłam pewne rzeczy, na ile widziałam to, co chciałam widzieć, co było rzeczywistością, a co nią nie było - ale ... nieważne, chyba tego potrzebowałam. Szkoda tylko, że męczy mnie poczucie winy. Z resztą...

Wiele razy złapałam się na tym, iż nie mogę odkleić wzroku od jednego punktu. W sumie, gdy "punkt" zmieniał lokalizację, mój wzrok, jak automat podążał za nim. Coś na zasadzie hipnozy, tudzież amoku. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Kwestia obiektywnej oceny. Subiektywnie - mogę stwierdzić, że było to najlepsze ukoronowanie tego, co dotychczas zrobiłam. Najpiękniejszy prezent imieninowy. Serio. 

Tak, właśnie tak dobrze można się czuć tylko wtedy, gdy gonisz za marzeniami, a marzenia "leżą na ulicy" i wystarczy się tylko po nie schylić. Przepiękne uczucie. Mogłoby być jeszcze lepiej, ale ... nie wiem, staram się jakoś to wszystko poukładać w głowie. Dzięki temu, że powalczyłam, nie mam sobie nic do zarzucenia. Zrobiłam wiele - a co dalej? Mogę wierzyć, że będzie tylko lepiej. I tego sobie życzę...



"To jest pościg, za szczęściem, które
za każdą spokojną chwilę, nam każe płacić bólem..."



Kocham najmocniej. Dziękuję <3.

06 maja 2013

Nie zabierze nikt...

Niedziela. Z pozoru zwykła, dla mnie... wyjątkowa. Poniedziałek - raczej rozczarowujący. Ale ... ostatnimi czasy, to bardziej, niż pewne. Standard. 


Nieczęstym widokiem jest możliwość zobaczenia mnie w jakimkolwiek kościele lub miejscu powszechnego kultu czegokolwiek i ... kogokolwiek. Nie ukrywam, że jestem osobą wierzącą, stuprocentowo. Tak, jestem katoliczką. Hm... jednak nie mam wewnętrznej potrzeby przebywania w kościołach. Jeśli już jestem, to zazwyczaj... z chęci lub obowiązku. Z tym drugim bywa gorzej, bo staram się nie robić rzeczy z przymusu. Czasami jednak po prostu wypada. (Tak nawiasem... drażni mnie słowo: 'wypada', bo cholera, kto ustalił te normy, które są wyznacznikiem tego, czy coś należy, bądź czegoś robić nie można? Gr, moje adhd właśnie zmieniło status z OFF na ON.) 

Już 9 lat minęło, odkąd pewna cząstka mnie jest już gdzieś tam daleko. I nawet, w związku z potrzebą (nawet nie wiem, jak to inteligentnie nazwać...) bycia chociaż ciut bliżej tych najbliższych, którzy są już tam na górze, pojawiłam się w miejscu tak bardzo mi odległym. Ku mojemu zaskoczeniu, nawet coś zapamiętałam z tego, jakże poruszającego kazania. Trzy zdania utkwiły mi w pamięci tak głęboko, że ... stwierdziłam, iż muszę je tu napisać. 

"Jaka jest najdłuższa droga w życiu człowieka? 
Hm... ta od serca do rozumu. 
Niby tylko dwadzieścia centymetrów, a jak daleko..."


Stwierdzam, że to jedna z najprostszych, ale jakich prawdziwych tez. Oczywista oczywistość. Piękna prawda. Trafiło. Dotarło.

Piękne uczucie... mieć prawie wszystko, czuć prawie wszystko, zdobywać prawie wszystko. Ale ... zawsze jest to "prawie". Tylko taka granica, między zwyczajnością, a ... rajem.
(Mi się lekko zarymowało, ops!)

A.





I piosenka, która ewidentnie odzwierciedla mój obecny stan:



"Oni słuchają, lecz nie słyszą.
Między niebem, a ciszą
spotykamy siebie.
Oni patrzą, lecz nie widzą.
Z Twojej radości szydzą.
Przychodzą, kiedy są w potrzebie..."


30 kwietnia 2013

Trwaj, trwaj chwilo!

Lubi się takie poniedziałki, jak wczorajszy. Lubi się ... w sumie ... takie wtorki, jak dzisiejszy. W ogóle, lubi się takie dni, w których cały Twój świat obraca się o 180 stopni - z najgorszego dna, to pewnego rodzaju Edenu.

Chwilo trwaj! Trwaj, trwaj chwilo! 



Pozdrawiają Was panny Sławińskie A. i K.




"Tak pięknie za oknem, kiedy świeci słońce.
Byłaś dla mnie świata początkiem.
Kwiecień i maj, znów mamy wiosnę.
Jesteś niedokończonym wątkiem..."



A jeśli chodzi o moją miłość na dziś, to oczywiście ... Passenger i "Patient love". Tak idealnie pasuje do tego całego zamieszania, które obecnie nie pozwala mi się skupić na niczym. Absolutnie. Nawet nie wiecie, ile szczęścia można rozdawać bezwarunkowo i ile szczęścia można brać bez pytania. Przecudowne uczucie być w tym miejscu, gdzie teraz jestem. A to wszystko nie miałoby sensu, gdyby nie Ci ludzie, którym nie wypłacę się za to do końca życia. Kocham Was.

Tak z newsów, to ... ku mojemu zaskoczeniu - zajęłam II miejsce w wewnątrzszkolnym konkursie fotograficznym, z czego jestem bardzo, bardzo, bardzo dumna, zachwycona i ... w ogóle czuję się nieziemsko. TYLE SZCZĘŚCIA.



A na dziś, łapcie kilka leśnych pstryków ;). 









NO I MÓJ PASSENGER :


"and though the sun may be washed by the sea
and the old will be lost in the new
well four will not wait for three
for three never waited for two
and though you will not wait for me
I’ll wait for you"


11 grudnia 2012

Teraz? Niech zniknie świat.

Jeśli chodzi o sobotę, to leżałam z perfidną gorączką i katarem. Jakoś tak cały dzień przespałam, praktycznie. Niedziela na piątkę z plusem. Gdyby jeszcze wszystko poszło po mojej myśli... Poniedziałek. Katastrofa. Wszystko się spieprzyło. Poleciało na łeb na szyję. Podobno: mówi się trudno, żyje się dalej. Gorzej, jak nie da się ciągle egzystować, nie ruszając się z miejsca. Mimo ogromnych chęci wykonania ostatniego skoku - ktoś podniósł mi poprzeczkę, a może raczej ją zdjął, nie dając szansy na owy skok. Nie wiem, naprawdę nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać... Uśmiechać, pomimo tego, co dzieje się w środku mnie, czy chodzić zdołowana, narzekając niefart, jaki mnie spotkał. Niefart? Żałośnie brzmi. Raczej - nie oszukujmy się - po prostu to była dyskwalifikacja. Życie to po części sport, który pozornie ma wyznaczone jakieś zasady - i należy ich przestrzegać. Z drugiej strony, zawsze znajdą się ci, którzy nie będą fair. A najgorzej, jak wystartujesz i okazuje się, że pierwszy krok był wykonany za szybko. Spaliłaś. 

I może nie tyle, że jest mi żal. Żal tego pieprzonego czegoś, co siedzi we mnie. Raczej jest mi przykro. Porażki także należy przyjmować z honorem, na klatę. I tak też trzeba do tego podejść. Mimo tego, że rozpieprza cię od środka, że każda część twojego ciała to w tej chwili "artystyczny burdel", że wiesz.... - nie masz do czego wracać. Trzeba zapomnieć. Chyba to najlepsza recepta na ból.


Nienawidzę tego, że każdego dnia muszę o coś walczyć! Nienawidzę, tak bardzo nienawidzę...

A na zdjęciach nie ma mnie dziś, bo niewyjściowa twarz po nieprzespanej nocy...







06 grudnia 2012

Mikołajki.

Dziś 6 grudnia - mikołajki, czyli tak bardzo znienawidzona przeze mnie tradycja. Staram się jej nie obchodzić - zwłaszcza jak 90% innych, mało-ciekawych świąt. Co prawda, dobrze wspominam ten dzień... oczywiście spoglądając w przeszłość. Hm.. co sprawiło, że już tego nie lubię? Nie przyprawia mnie to o jakikolwiek uśmiech, nie wprowadza w moje życie nic, poza mdłym skojarzeniem. Nudzi mnie ta żenada, bieganie po sklepach, obdarowywania się nietrafionymi prezentami - albo co lepsza...kłótni między członkami rodziny o to, co kupić komuś tam. Koniec końców dzieje się tak. A ja na brak spin w relacjach rodzina-ja oraz znajomi-ja ... nie narzekam. Cóż. Wolę sobie darować. 

Dwa dni temu spadł u nas śnieg - taki z prawdziwego zdarzenia. Wbił się idealnie w aurę, jaka mi towarzyszy od kilku dni. Nie dość, że humor bywa raz na górze, a raz na dole - jeszcze zima próbuje mnie dobić swoim jestestwem. Nienawidzę zimy. Nienawidzę śniegu. Aaaa nienawidzę, jak jest zimno. Ostatecznie hejtuję miesiące od grudnia po marzec.

A teraz coś spontanicznego z dziś. Czyli trochę Kaśki no i pstryków ;)











& gratiiiiis special for you! ;)
tak z okazji 'święta', którego nie lubię









04 grudnia 2012

Między słowami.

Zmieniam. Kombinuję. Szukam, ciągle szukam. Do czego dążę? Obecnie... naprawdę jest mi wszystko jedno. Demotywujące sytuacje z dziś nie dają mi spokoju. Chce mi się ryczeć, ale ... Ala, bądź twarda, bo jak nie ty, to kto? Dwa dni apogeum szczęścia, a teraz? Teraz nie mogę liczyć nawet na głupi uśmiech, wynikający z "bezmózgu" pewnych osób. Nawet owy brak rozumu ludzi nie doprowadza mnie do śmiechu...

A ja tak bardzo chciałabym, żeby ten pieprzony uśmiech powrócił. Żebyś był. Już wszystko zmierzało w najlepszym kierunku. Odpowiednia droga obrana, odpowiedni ludzie - w odpowiednim miejscu i o odpowiednim czasie. Wszystko współgrało. Aż pewnego dnia, coś pękło. Coś... nie wiem, kawał mięsa pod żebrami, które liczni nazywają sercem. Czasami chciałoby się mieć taki kamień, żeby kompletnie nic nie czuć. Nie być przywiązanym do ludzi, do ich zachowań, do tego pierdolonego uśmiechu, który każdego dnia powodował euforię. Hm.. To koniec. Niech się w końcu uwolnię od tej żenady. Ileż można? Trzeba powiedzieć sobie, że nigdy więcej. Haha, żałosne. I tak to zrobię jeszcze raz i jeszcze raz... i jeszcze raz. Aż w końcu obudzę się z myślą, że nie mam nic... Mam tylko wspomnienia i myśli, które z dnia na dzień pozwalają mi odpłynąć w krainę wiecznego szczęścia, w miejsce, gdzie jestem tylko ja - i cały mój świat - ty. A w tym moim małym świecie... strzeliłabym najpierw do ciebie, a potem do siebie - żebyś nie mógł trwać obok mnie. Gdzieś, gdzie nie ma mnie.

A jeśli szczęście rozwieje
i nikłe posiadasz nadzieje
Kiedy pamięć o mnie przeminie
-mnie nie będzie

A jeśli nad przepaścią staniesz
i balansować nad nią będziesz
Kiedy trop po mnie zaginie
- mnie nie będzie

A jeśli ostatnio o mnie pomyślałeś
i desperacko dłoń moją chwyciłeś
Kiedy heroicznie walczyłeś o mnie zapomnienie
- mnie nie będzie


A jeśli szczęście dogonisz
i w mgnieniu oka dar ten roztrwonisz
Kiedy myśl twoja będzie bojaźliwa
- ja będę ... szczęśliwa.

Gdzieś między słowem, a słowem.







"Nie ma takiego miejsca, gdzie nie moglibyśmy pójść.
Pośrodku puszczy nie puszczę, nie powiem „puść”.
Nie ma takiego miejsca, nie ma takiej możliwości.
Ten świat jest głodny miłości..."














09 lipca 2012

Powieszeni na szelce, sto metrów nad przepaścią.



"Powieszeni na szelce, sto metrów nad przepaścią.
Czy to koniec? Początek? Proszę, przerwij to bagno..."


Aktualny stan? Coś w stylu: Boże, Boże, jak bardzo mi się nie chce. Tak wiele czasu uciekło mi przez palce - choć niekoniecznie bez korzyści... Cieszę się, że w sumie sporo udało mi się już zrobić przez te wakacje, a przede mną jeszcze co najmniej kilka eventów do zaliczenia. Także tak ... praktycznie potwierdzoną informacją jest to, że wraz z końcówką grudnia ruszam zdawać na prawo jazdy! Cieszę się, że doszłam do porozumienia z mamą i aaaj - aka ja pogromca polskich dróg. Czujecie to? Z góry przepraszam za wszystkie szkody, jakie wyrządzę czemukolwiek i komukolwiek na drodze... Oby udało mi się to zdać, to  będzie bardzo grejt! 


"You've got me caught in a place.
Panic for a minute.
Got my brain in a daze.
I wish you weren't in it.
There are so many ways,
to lose your attention.
You can break everything,
but so I can take anything..."



Gdziekolwiek bym nie była, z kimkolwiek bym przebywała - zawsze moje serducho będzie gdzieś indziej, a każda myśl skupiona będzie na Twojej osobie. Kogokolwiek zapytasz, czy to prawda - każdy odpowie Ci to samo, bo ja po prostu dłużej tak nie potrafię. 'Zawsze jest powód, choć nie ma wyjaśnień, tylko skrzydła, co prowadzą prosto z nieba na parter. Ja się nie dam, bo walczę, póki krew w moich żyłach. Z naszych serc nasza siła, każdy dzień, każda chwila...' I gdybym mogła, to cofnęłabym ten pieprzony czas - tyle, że nie mogę i tyle, że nie chcesz...




A tu takie moje małe prace, hm...





03 maja 2012

Nic, naprawdę nic nie pomoże, jeśli Ty nie pomożesz dziś ...

Czekam, jak ta naiwna, na dobry obrót sprawy. I biję się z myślami. Znowu. Jechać, nie jechać.. Zobaczymy.

"Uwierz we mnie - obiecuję, nie zawiodę.
I choćbym miał stać na głowie - będę przy Tobie.
Inni mówią to samo - daj mi ostatnią szansę,
bo jestem dzieckiem rapu, od zawsze - na zawsze..."